Wpisy z tagiem: podróże

piątek, 06 stycznia 2012

Nie, nie chcę tutaj zamieszczać instrukcji spożywania bezy. Jednak ostatnio ten temat był u mnie na tapecie ze względu na naszą podróż, ale też i na kochane Siostry Wizytantki, które już niebawem pojawią się w naszych progach (Dziewczyny, mam nadzieję, że podoba Wam się Wasze nowe pseudo? :) ). Zamiast więc każdemu zainteresowanemu powtarzać to samo, postanowiłam zebrać do kupy moje spostrzeżenia po 7 lotach między różnymi miastami europejskimi a Delhi w ciągu ostatniego 1,5 roku.

Po pierwsze, z zupełnie dla mnie niezrozumiałych względów, nie ma bezpośrednich lotów na linii Warszawa - Delhi (za to są loty do Wietnamu!!). Kilka miesięcy temu, będąc w polskim gronie, obwieściłam radośnie, że LOT zapowiedział otwarcie lotów do Indii. "My już to słyszymy od lat!"- uziemiły mnie bardziej doświadczone rodaczki. "Nawet jeśli będą, to na pewno do Bombaju, a nie do Delhi. To większy ośrodek biznesowy". I pomyśleć, że kiedyś LOT naprawdę latał do Delhi! Opowiadał mi o tym pewien cudzoziemiec, który mieszka w Indiach od ponad 20 lat. Bardzo sobie zresztą ich usługi chwalił.

Tymczasem trudno, nie pozostaje nic innego, jak latać z przesiadkami. Wymyśliłam sobie, że skoro tak, niech te przesiadki przynajmniej ciekawe będą, w miarę możliwości kilkudniowe. Tym sposobem spędziliśmy rok temu Sylwestra w Paryżu, a wcześniej kilka cudownych dni w Monachium. Mi się jednak marzy Stambuł i Moskwa, które jednak do tej pory jakoś nie były nam po drodze. Kwestię Moskwy komplikuje fakt, że musielibyśmy tam lecieć Aeroflotem, który owszem, często jest najtańszą opcją (nie zawsze!), ale kilka osób na taki mój pomysł postukało się w czoło. No cóż, te linie nie mają najlepszej opinii. O wiele lepiej wygląda kwestia Stambułu. Wszyscy, których pytałam, bardzo sobie tureckie linie chwalą! Poleciłam je też naszym gościom i mam nadzieję, że potwierdzą opinię.

Nie ukrywam, że latając do Delhi, zaczęłam zwracać uwagę na limity bagażowe. W Air France i Lufthansie było to swego czasu tylko 20 kg w klasie ekonomicznej (teraz na szczęście 23)! Nawet nie chodzi o to, że ja taszczę ogromne toboły ze sobą. Jednak moja walizka, chociaż należy do lekkich, na pusto waży 4 kg, więc wioząc książki, buty, kosmetyki czy jakieś swojskie smakołyki bardzo łatwo te 20 kg, choćby nieznacznie, przekroczyć. I zostać co do tego brutalnie uświadomioną dopiero na lotnisku! W Monachium musiałam przepakowac kilka rzeczy do bagażu podręcznego, bo przekroczyłam limit o 2 kg. Nawet zapytałam, ile musiałabym za ten marny nadbagaż dopłacić, ale cena (30 EUR za kg) zachęciła mnie do szybkiej reorganizacji. W Paryżu odwrotnie - przerzucałam nadprogramowy balast z podręcznego do dużego. Było nawet bardziej absurdalnie, bo pani z okienka zażądała, żebym przepakowała część rzeczy z mojej (już mieszczącej się w normie) podręcznej walizki do podręcznego bagażu... Sir'a. Tak dla lepszej równowagi... Pisałam o tym tutaj rok temu. Co do "Turków", to nie ma w tym względzie jasności. Głowę bym dała uciąć, że ktoś mnie zapewniał o 30 kg limicie, gdy na ich stronie jak wół stoi 20. Podejrzewam jednak, że oni by się marnych 2 kg nie czepiali :)

Wiadomo, że w większości przypadków priorytetową sprawą przy zakupie biletów jest cena. Czasami jednak różnice są tak małe, że można trochę powybrzydzać. Z moich rozmów wynika, że najbardziej na komfort wpływa jakość posiłków, wygoda foteli i rozrywka. Chyba nawet w takiej właśnie kolejności. Co do jedzenia, to niestety trudno mówić o faworytach. Wydaje mi się, że loty z Delhi jakichkolwiek linii lotniczych mają indyjski (wstrętny niestety) catering. Cokolwiek to by nie było, wszystko smakuje masalą. I cały samolot też nią pachnie. Dla pocieszenia, loty w kierunku Delhi, mają zazwyczaj większy wybór (w Lufthansie np. można wybrać między indyjskim, a europejskim daniem).

Niektórzy, zwłaszcza co bardziej rośli panowie, narzekają na zbyt ciasno ustawione fotele. Jasne, że w przypadku dłuższego lotu, na dodatek nocnego, brak wygodnego miejsca na nogi może być udręką :) "What to do?" - jak by powiedziała babka Veena. Można wybierać jak najkrótsze loty. Wiadomo, że lot Paryż-Delhi to kilka ładnych godzin więcej niż Stambuł-Delhi. Na oko ze 3. Jeśli mamy wybór między różnymi liniami,  polecam zapoznać się ze stroną SeatGuru, gdzie, wstukując numer lotu lub nazwę linii lotniczych i trasę, można wyszukać plan samolotu. W ten sposób łatwo sobie porównać odległość między siedzeniami w poszczególnych samolotach (pitch). No i można też unikać nocnych lotów, ale z tym akurat ciężko na tej trasie, bo z tego, co widzę, większość lotów z Europy ląduje tu rano. Poza tym dla kogoś, kto ląduje pierwszy raz w obcym mieście (w obcym kraju, na obcym kontynencie) ranny przylot zawsze będzie lepszą opcją, niż ten w środku nocy.

I jeszcze rozrywka. Wydaje się, że to głupota, ale naprawdę bardzo pomaga skrócić dłużący się lot. Pamiętam moje rozczarowanie, gdy w samolocie z Paryża okazało się, że nie ma osobistych ekranów. Na tym wspólnym leciały cały czas bollywoodzkie filmy. Koszmar! Tymczasem można w tym czasie nadrobić zaległości filmowe, muzyczne czy pograć (np. w szachy). Nie wspominając o tym, że można też na bieżąco sprawdzać trasę lotu.

W bożonarodzeniową podróż wybraliśmy się Emirates Airlines. W Dubaju co prawda się nie zatrzymaliśmy (jakoś mi się niefajnie, wyłącznie komercyjnie kojarzy, wizy trzeba wyrabiać, a i urlop nie za długi był), ale widoki z góry były zachwycające. Wręcz zaczęłam żałować swoich uprzedzeń :)

Ale Turcja piękniejsza :) (co ja mam z tą Turcją? Ostatnio mnie prześladuje :))

Tutaj już austriacka wioska wyłaniająca się spod lawiny... chmur:

Poza tym świetne jedzenie (oprócz jednego, ale trudno, taka wpadka), znośne wino, loty nie za długie i duży wybór filmów (niektóre widziałam w aktualnym programie kinowym w Wiedniu, np. ostatnia "Jane Eyre", "The Help" czy "Drive". Posłuchałam sobie płyty Adele, o której tak głośno, a ja nie miałam pojęcia, kto zacz. Czyli przy okazji zaliczyłam kino i wizytę w sklepie muzycznym :)

Do tego świetna opcja, której nie widziałam w innym samolotach (ale może to moje gapiostwo): film z kamer z przodu i dołu samolotu. Można obserwować np. lądowanie z perspektywy pilota :)

Samoloty nówki nieśmigane. Bagaż? 30 kg. Siedzenia bardzo OK. Do tego na początku lotu podawana jest informacja, w jakich językach mówią stewardzi (np. po węgiersku, arabsku, suahili i nie wiem, co tam jeszcze).

I tylko jedną wadę mają te Emiraty: nie latają do Polski...

Ale do Pragi owszem :)

wtorek, 10 maja 2011

- Bo ja bym chciała do Shimli. Pociągiem.

- Nie ma. Już dawno wykupiony. Jest autobus.

- Nie, pociągiem.

- A może samolotem?

- Pociągiem, pociągiem!!

- Nie ma! Nie ma!

- Nie ma pociągu, nie ma podróży! :(((

No i nie pojechałam. Bo Shimla to pretekst. Chodzi o to, żeby jechać.  Pociągiem.

Pociąg zwykły:

I taki bardziej klimatyzowany (okna ma i karteczkę z nazwiskami - cóż za uczucie ujrzeć swoje nazwisko pośród Singhów, Guptów i Kapoorów):

Przez 3,5 godziny naszej podróży bez przerwy serwowano coś do jedzenia lub picia - chyba ze 3 razy rozdawano tace, najpierw po butelce wody i czaj (dla każdego dzbanek-termos!!!)  z przekąską, potem przekąska na zimno (poniżej), potem druga taca czegoś na ciepło. Może nawet więcej tego było, straciłam rachubę. Pewnie dlatego, że nie jadłam. Pewnie dlatego, że na peronie widziałam, jak panowie kelnerzy to jedzenie traktują z buta.

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Na długo przed podróżą odgrażałam się, że po wylądowaniu w Europie będę całować ziemię. Niestety, do dyspozycji miałam tylko kawałek betonowej nawierzchni paryskiego lotniska pokrytej rozpuszczającym się śniegiem, na którą z brzucha boeingowego wieloryba wysypywał się tłum zaspanych, przecierających oczy współpasażerów, szczęśliwych z odzyskanej wolności. Wolności ruchów chociażby. Ograniczyłam się więc do głębokiego wdechu mroźnego i, jak mi się wydawało, krystalicznego powietrza. "Zimno! Jak cudownie zimno!" Był to pierwszy z serii zachwytów, bo cieszyło mnie dosłownie wszystko: kawa i prawdziwy cieplutki francuski croissant, dziewczyna za ladą, która uśmiechała się ot tak, po prostu,  z nawyku, bez cienia uniżoności, która tak drażni w kontaktach z indyjskimi sprzedawcami, kierowcami, kelnerami.  Wiem, niektórych drażni, innym mile łechce ego, uzależniając jak najlepsza heroina, sprawiając, że już sobie nie wyobrażają życia poza Indiami. Cieszył widok słonecznego lotniska w Madrycie, które nawet ciężkie stalowe konstrukcje ukryło w łagodnych kolorowych falach sufitu. Witajcie w kraju, w którym życie podaje się w estetycznym sosie. Bo ono nie jest tu ani lepsze, ani gorsze, niż gdzie indziej (mhm, w Europie - dodałam po zastanowieniu :)). Ale ten sos, ten sos...

   

 

Nie wychodząc z lotniska, wchodzimy do metra... a może do matrixa?

Specjalnie poprosiłam o pokój od ulicy. Dzięki temu, nawet zmęczona wielogodzinnymi spacerami, mogłam chłonąć życie ulicy - w dzień...

...i w nocy. Tego mi było trzeba!

  

 W tym roku było zimniej niż normalnie, dlatego niestety musieliśmy sobie odpuścić tradycyjną kawę w ogródku na placu św. Anny. To zdjęcia z 2008 roku: 

Jak się ma fantazję, to przydałyby się jeszcze pieniądze. Hiszpanie nie wyobrażają sobie Świąt bez tradycyjnej loterii Bożonarodzeniowej, której historia sięga XIX wieku! Losowanie odbywa się 22 grudnia, jest transmitowane na żywo w telewizji, a wylosowane numery są (dosłownie) wyśpiewywane przez uczniów w mundurkach. Ten charakterystyczny śpiew  to przedsmak nadchodzących Świąt, coś jak polski karp w wannie :).

Losy są sprzedawane już od lipca, ale i tak zawsze w dniu poprzedzającym losowanie, tworzą się tasiemcowe kolejki.

Najbardziej w tej tradycji podoba mi się to, że każdy los dzieli się na 10 części (décimos). Dzięki temu całe rodziny, grupy przyjaciół, kolegów w pracy, a nawet klientów barów, kupują losy o tym samym numerze. Jeśli wygra, wygrywają wszyscy. El Gordo (Grubas), czyli najwyższa nagroda to 3 mln €, co daje 300 tys. € na décimo. Fajnie się cieszyć z wygranej, a jeśli na dodatek wygrywają nasi bliscy, to radość tym większa!

ARCHIPELAG
  • Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Wszystkie zdjęcia i teksty, o ile nie zaznaczono inaczej, są mojego autorstwa i do mnie należą prawa autorskie. Jakiekolwiek wykorzystywanie ich bez mojej zgody jest sprzeczne z prawem. I jest po prostu chamstwem.