Wpisy z tagiem: zwiedzanie

niedziela, 08 maja 2011

Okazuje się, że w Chandigarh idea recyklingu ma długą tradycję. Jeden z przesiedleńców z Pakistanu, inspektor drogowy Nek Chand, poświęcał się w wolnym czasie zbieraniu odpadów z burzonych w okolicy budynków i tworzeniu z nich rzeźb, którymi "zaludnił" - bagatela!- 49.000 m2 ogrodu w pobliżu jeziora Sukhna, na dodatek w zupełnej tajemnicy! W 1975 roku (po 18 latach!) sekret się wydał, ale na szczęście władze miasta, pod wpływem opinii publicznej, nie zburzyły "samowolki", a wręcz zaczęły wspierać artystę w tworzeniu tego przedziwnego labiryntu. W 1976 roku Rock Garden otwarto dla publiczności i do dziś jest główną atrakcją Chandigarh.

Już przy kasie widać, że wstępujemy do innego świata :) W każdym bądź razie o innych wymiarach :)

Wodospad przyjemnie chłodził, a poniżej widać, że nie jestem odosobniona, jeśli chodzi o nierozstawanie się z butelką wody.

Niektórzy poświęcali się bardzo dla efektownego zdjęcia! Chociaż właściwie wejście pod wodospad przy 42 stopniach to sama przyjemność. I ciuchy schną w mig!

 

 

niedziela, 03 kwietnia 2011
piątek, 01 kwietnia 2011

Old Delhi - dzieli nas tylko kilka stacji metrem, ale to już inny świat.

niedziela, 13 marca 2011

W czwartek miałam mały Armageddon pt. instalacja klimy. Panowie wyrąbali dziurę wielką jak pięść w ścianie OBOK  tejże, a to, czego nie wyrąbali, upstrzyli gustownymi odciskami własnych dłoni w promieniu metra. Nadaje się tylko do remontu. Po czym przedstawili mi rachunek napisany pospiesznie na kartce post-it, chociaż instalacja była wliczona w koszty urządzenia. No i była draka. Znajoma powiedziała, że w Indiach nabywasz umiejętności wkurzania się na życzenie, ale tak, "żeby się nie spalać w środku". Bo wkurzyć się musisz, żeby pokazać, że "jestem cudzoziemcem, ale nie idiotą" (jak to kiedyś powiedział Sir warszawskiemu taksówkarzowi).  No to ja jeszcze tak nie umiem. Kosztuje mnie to. Indyjscy fachmani (bo nie fachowcy) uzbierali sobie już u mnie materiał nie tylko na jeden wpis, ale na całą serię. Nie chcę zalać jadem tego blogu, ale jak wszystkie kolory, to wszystkie. Tytuł zobowiązuje.

Potem przyszedł piątek i tragiczne wieści z Japonii. Dotknęło mnie to bardzo. Znów spędziłam pół nocy przyklejona do ekranu, oglądając filmy z siejącą spustoszenie falą. Przerażające! Te samochodziki uciekające w popłochu! To jak sceny egzekucji! W końcu stwierdziłam, że dla własnego zdrowia psychicznego powinnam zaprzestać.

Dlatego weekend musiał być relaksujący. Poszliśmy do kompleksu Kutb (eng.), ze słynnym Kutb Minar (pl.), czyli minaretem z XIII w. Spojrzenie w taką głębię historyczną dobrze ustawia priorytety w głowie, ale przede wszystkim jest to miejsce zamknięte, zadbane, względnie spokojne i na tyle rozległe, że można spacerować bez wrażenia bycia na więziennym spacerniaku. Relaks.

Rysunkowa rekonstrukcja. Nie wszystko zachowało się w całości.

ARCHIPELAG
  • Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Wszystkie zdjęcia i teksty, o ile nie zaznaczono inaczej, są mojego autorstwa i do mnie należą prawa autorskie. Jakiekolwiek wykorzystywanie ich bez mojej zgody jest sprzeczne z prawem. I jest po prostu chamstwem.