Wpisy z tagiem: kuchnia indyjska
czwartek, 03 marca 2011
Ciekawa jestem, ile już macie dzisiaj pączków na koncie :) W Indiach właściwie każdego dnia można mieć Tłusty Czwartek - różnorodność słodyczy jest oszałamiająca i są one, a mówię to ja - osoba bardzo pod tym względem wybredna - re-we-lacyjne!!! Są co prawda bardzo, ale to bardzo słodkie, ale też intensywnie smakują, czy to owocami, czy czekoladą, a nawet kwiatami! Poniżej kilka tradycyjnych i nowszych wyrobów, bo kreatywność Indusów w tej dziedzinie nie ma chyba granic. W miseczce: pudding ryżowy, biała kulka to rasgulla, ciemna - gulab jamun (mały pączek nasączony syropem z obłędną wodą różaną), czarna kupka to intensywnie czekoldowy pudding.
Lody (kulfi) w sosie mango (ponoć bardziej kremowe, niż nasze, sama jeszcze nie próbowałam), kolejny gulab jamun, tort mango - czekoladowy (biała i ciemna czekolada), a w tle krem kawowy z orzechami.
Zwykłe babeczki z jabłkami, ale jak pięknie podane - na stoliczkach z karmelu!
Budyń z płatkami róż - miałam wrażenie, jakbym jadła różane kadzidełko - ale pyszne!
Poza tym jest cała gama pakowanych słodyczy, np. na bazie orzechów. Często stosuje się jadalne sreberko (vark) - a ja myślałam, że to resztki folii aluminiowej :))
Tak, wiem, to był cios poniżej pasa. Z drugiej strony - dzisiaj na brak słodyczy na pewno nie możecie narzekać - to Wam powinno osłodzić cierpienia oglądania tych wspaniałości tylko na zdjęciach ;))
wtorek, 22 lutego 2011
W głębi: Pani puri - chrupiący balonik wypełniony malutkimi kawałkami ziemniaków o smaku masali. Należy wlać do środka jeden z sosów (po lewej miętowy, po prawej z owoców tamaryndowca) i pochłonąć w całości :). To popularne danie kuchni ulicznej. Po lewej to zdaje się bhatura, po prawej kokilka z francuskiego ciasta na gościnnych występach ;) Smacznego!
wtorek, 30 listopada 2010
Od początku pobytu tutaj miałam nadzieję, że kiedys będzie mi dane wziąć udział w prawdziwym indyjskim weselu. Nie spodziewałam się, że okazja nadarzy się tak szybko! No cóż, zaproszenia są po prostu rozdawane w ilosciach hurtowych, a cudzoziemcy to dodatkowa atrakcja i nobilitacja, zwłaszcza w rodzinach, które do indyjskich elit nie należą i nie mają częstego kontaktu z obcokrajowcami. Mi w to graj i poproszę o więcej! :) Oczywiscie zaproszenia są "na bogato". Ponoć nie jest mile widziany czarny druk, preferowane złoto. O tym, jak ważny to element weselnych przygotowań, można poczytać na blogu pewnej Amerykanki z Delhi przygotowującej się do slubu ze swoim indyjskim narzeczonym.
Program imprezy obejmował dwa dni, ale my, za namową R., wybralismy tylko jeden. Bylismy gosćmi pana młodego, więc w "naszym" programie nie było "mehndi party", czyli ceremonii malowania henną stóp i dłoni panny młodej. Za to mielismy tajemniczo brzmiące punkty: Sehra Bandi i Departure of Barat. Sehra to specjalne nakrycie głowy pana młodego (z girlandami zakrywającymi twarz), a sehra bandi to ceremonia jego nałożenia. Odbywa się w domu pana młodego, skąd wyrusza jego orszak weselny. On sam jedzie na białym koniu, a w "bogatszej" wersji - w ozdobionej kwiatami karocy: Orszakowi towarzyszy orkiestra...
... oraz chłopcy podtrzymujący lampy podłączone przewodem do generatora na kółkach, który zamyka pochód. Tańcom nie ma końca, stąd też dotarcie do miejsca zaslubin (najczęsciej ogromny namiot) może trwać kilka ładnych godzin.
Bylismy oczarowani serdecznoscią gospodarzy. Na początku zaserwowano nam cos, co nazywano kawa, ale bylo raczej cieplym i supersłodkim kakao. Na weselach hinduskich nie podaje się alkoholu, aczkolwiek, patrząc na ich pląsy i nieco "mętne" oczy, podejrzewam, że był tam jakis substytut :) Dla nas (specjalnie i wyłącznie dla naszej grupki!) przyniesiono parę puszek piwa. Mniejsza o to piwo, ale miłe było to, że tak się starali wyjsć naprzeciw temu, co w ich rozumieniu, jest częscią NASZEJ kultury.
Oczywiscie nie mogło zabraknąć sztucznych ogni i fajerwerków...
Generalnie był niezły chaos. Te wszystkie rytuały trwają wiecznosć, większosć gosci ich nie sledzila od początku do końca. Niektóre częsci były tylko dla rodzin (ponoć ostatnie negocjacje). Nas posadzono w drugim rzędzie krzeseł przed sceną, na której stały dwa trony i czekalismy... Zgromadzone wokół dzieci oglądały nas ze wszystkich stron, w końcu któres odważyło się podejsć i dać nam kwiatka. Wzięlismy, podziękowalismy i chwilkę pogadalismy z brzdącem. Widząc to, pozostałe dzieci rzuciły sie również w naszą strone z kwiatkami, które, jak się później okazało, po prostu wyciągnęły z dekoracji tronów młodej pary. Na szczęscie ktos je powstrzymał, a nas zaproszono do sąsiedniej sali zastawionej stołami.
Stoły może się nie uginały od obfitosci potraw, ale było z czego wybrać: roti, puri, dal, murgh makhani, czyli kurczak w sosie, a na deser nasączane wodą różaną gulab jamun. Kuzyn pana młodego osobiscie wytarł nasze talerze niesprecyzowanego koloru serwetą :) Nałożylismy sobie jedzenie i przycupnęlismy w kąciku, ale zaraz pojawił się jeden z gospodarzy, który stanowczo stwierdził, że absolutnie-jak to-nie możemy jesć na stojąco i od razu zarządził poszukiwanie wolnego stołu dla nas :) Niebawem też pojawiła się długo wyczekiwana panna młoda, którą nam przedstawiono:
Wyglądała na bardzo wystraszoną i, zdaje się, nie bawiła się tak dobrze jak my :) Jak to powiedział kiedys mój kolega, gorączkowo wiążąc krawat przed własnym slubem: Za drugim razem będzie lepiej :) wykrakał... Chociaż w Indiach, jak wiadomo, drugiego razu nie ma :) Państwo młodzi głównie pozowali do zdjęć. My również musielismy wejsć na scenę i zrobić sobie, nie jedno, lecz całą serię pamiątkowych zdjęć i to w pozach dokładnie okreslonych przez fotografa: tu ręka, patrzeć tu... A flesze błyskały i błyskały...
W końcu R. stwierdził, że powinnismy już pójsć, gdyż budzimy zbyt wielkie zainteresowanie i "kradniemy" uwagę przeznaczoną dla pary młodej, a to, jak wiadomo, wielkie faux pas, niezależnie od szerokosci geograficznej :) W sumie też już bylismy zmęczeni, bo ten mały urywek całego obrządku, w którym wzięlismy udział, trwał... 4 godziny! Po dotarciu do domu zakończylismy uroczystosci kieliszkiem przemyconej Żubrówki. Dla dezynfekcji oczywiscie :)
|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Archipelag
Indie i okolice
Indus, jaki jest
Inne, nie mniej interesujące, rejony
Ja - asiaya@gazeta.pl
Z mojego balkonu
Znaleźć mieszkanie w Delhi
...zwiedzając Delhi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||