Wpisy z tagiem: Goa
niedziela, 18 grudnia 2011
Długo po festiwalowej porażce nie płakaliśmy (właściwie w ogóle :)). Wzięliśmy listę z programem - festiwal nas może ominąć, ale filmy nie muszą, poszukamy ich gdzie indziej :) W rezultacie mieliśmy więcej czasu na przyjrzenie się stolicy Goa, Panaji i wycieczki po okolicy. Pierwsze moje zaskoczenie: w Panaji można spacerować ulicami, co w Delhi nie jest tak oczywiste. Co prawda trzeba uważać na rowy przy krawężnikach, ale to naprawdę drobiazg. Budynki są raczej niewysokie, jest też kilka kamienic. Kiedy ja ostatnio widziałam kamienicę? W ogóle w Panaji często miałam wrażenie déjà vu. Bardziej przypominało mi śródziemnomorskie miasteczko, niż Indie. Czemu się dziwić, Portugalczycy przybyli tu na początku XVI w., a "wyprowadzili" się dopiero w latach 60-tych XX wieku. Starsi ludzie mówią jeszcze po portugalsku, pełno jest tu portugalskich nazwisk, nazw budynków, dzielnic itp. Większość mieszkanców Goa jest (dumnymi) katolikami, kościoły widać na każdym kroku. Poniżej barokowy kościół Niepokalanego Poczęcia z 1540 roku...
... i widok z jego schodów na miasto:
Wiele domów było świeżo pomalowanych na bardzo żywe kolory. Jednak nawet te zaniedbane miały w sobie wiele uroku.
Szczególnie spodobała nam się dzielnica Fontainhas, gdzie portugalskie wpływy są najbardziej widoczne. Jest tu też kilka ciekawych knajpek.
Zamiast hinduskich swastyk widać krzyże i... koguty.
I takie retro-cudo odkryliśmy (bo normalnie na ulicach jeżdżą niemal wyłącznie nowe i bardzo nowe samochody).
piątek, 16 grudnia 2011
Lubię atmosferę festiwali filmowych: oczekiwanie na program, przeglądanie setek opisów filmów, polowanie na bilety , wymienianie się wrażeniami z obejrzanych filmów. Wydaje mi się też, że niektóre festiwale są bardziej nastawione na epatowanie gwiazdami, bardziej glamour (Cannes czy Wenecja), a inne, mniej zapewne sławne, są skupione na samych filmach i udostępnianiu ich publiczności. Niektóre z powodzeniem łączą obie opcje (np. Berlin i Karlowe Wary). Przyznam się, że najbardziej lubię festiwale "dla publiczności". Zapewne dlatego, że sama do niej należę :), ale też dlatego, że widoku gwiazd filmowych wcale spragniona nie jestem. Oczywiście miło, jeśli twórca pofatyguje się na festiwal, żeby po seansie porozmawiać z publicznością. Natomiast podziwiać najnowsze kreacje na czerwonych dywanach mogę równie dobrze w gazecie, nie ruszając się z domu i nie przepychając w tłumie. Dlatego też moimi ulubionymi festiwalami są praski Febiofest czy Warszawski Festiwal Filmowy. Mam też przemiłe wspomnienia z festiwalu Nowe Horyzonty, a dokładniej z jego ostaniej edycji z polsko-czeskiego pogranicza w 2005 roku. Po ponad sześciu latach wciąż pamiętam filmy, które tam obejrzałam, ba! ja nawet pamiętam poszczególne seanse, pamiętam smak zupy grzybowej w przerwie, pamiętam przechodzenie przez most na Olzie do czeskiego Cieszyna. Oba miasteczka żyły tym festiwalem i żałuję bardzo, że przeniósł się do Wrocławia, aczkolwiek rozumiem, że technicznie to było wyzwanie (np. pamiętam koszmarny upał w czasie jednego z seansów, bo kino było stare i nie posiadało klimatyzacji, a kilka wystawionych wiatraków nie na wiele się zdało). Myślałam, że Festiwal Filmowy na Goa to będzie właśnie coś w rodzaju Nowych Horyzontów z cieszyńskich czasów. Odbywa się bowiem w Panaji (czy w polskiej wersji Panadźi), ponad 60-tysięcznej stolicy stanu Goa (oba Cieszyny mają również ok 60 tys. mieszkańców), który z kolei jest bodajże najbardziej turystyczną częścią Indii - zwłaszcza w okresie zimowym. Postanowiliśmy zatem wpaść do Panaji na 3 ostatnie festiwalowe dni i zaznać osobiście TEJ atmosfery. Liczyliśmy również na kilka smakowitych filmowych kąsków, bo delhijskie kina nas nie rozpieszczają (ich repertuar to 80% Bollywood i 20% Hollywood). W ramach przygotowań zaglądałam od czasu do czasu na ich stronę, głównie w poszukiwaniu programu. Niestety, praktycznie do otwarcia festiwalu na stronie "wisiał" program sprzed roku. Pomyśleliśmy: Nieważne, coś tam na miejscu od ręki wybierzemy. Po przylocie, już w hotelu, zauważyłam na stoliku w hallu gazetkę festiwalową, a w niej zdjęcie z konferencji z polskim ambasadorem i polskimi filmowcami. Miło się zrobiło :) Na tym niestety festiwalowy trop się kończył, gdyż nikt w mieście nie potrafił nam pokazać, gdzie ten festiwal się odbywa. Kręciliśmy się w kółko pytając, aż poratował nas sympatyczny policjant. Okazało się, że byliśmy naprawdę blisko. Tak wyglądała brama jednego z kilku miejsc projekcji:
Przed bramą, jak to w Indiach - kontrole. Przeszliśmy, ale nie wiem, jakim cudem.
W środku wyglądało to tak (gdzie te tłumy kinomanów?):
Poszliśmy do kasy, szybko zdecydowaliśmy się na najbliższy seans, kasjerka już zaczęła wstukiwać w kasę i nagle prosi o karty. Jakie karty? Festiwalowe karty. Pomyślałam, że pewnie mają opcje karnetów na cały festiwal. Mówimy, że my żadnej karty niet, my tylko na kilka seansów. Ona bez rzeczonej karty w ogóle nie może nam sprzedać żadnych biletów. Pomyślałam: Ojessssu, dobije mnie ta indyjska biurokracja. Mówię: - OK, OK, idziemy wyrobić karty. Dokąd mam się skierować? - Nie, madame, tych kart już nie można wyrobić, rejestracja jest zamknięta, była prowadzona 3 miesiące przed festiwalem. - Tak, kojarzę, że była na stronie rejestracja dla delegatów instytucji państwowych, kulturalnych itp. oraz prasy, ale my tu jesteśmy prywatnie, jako zwykli widzowie. - Nie, ma'am, bilety są dostępne TYLKO z kartą. Dotarło do mnie w końcu, że indyjski festiwal filmowy wcale nie potrzebuje widzów!!! .............. O ile do pewnego stopnia mogę się przyzwyczaić do indyjskiego chaosu, o tyle do indyjskiej manii hierarchii nie przyzwyczaję się nigdy. Tutaj, zdaje się, prawem wynikającym z samego faktu człowieczeństwa, jest prawo do oddychania. Wszystkie inne zależą już od statusu, kasty, stanowiska itp. Mnóstwo jest klubów, zamkniętych enklaw. Co ciekawe, nie widzę żadnego sprzeciwu wobec takiego stanu rzeczy. Wydaje mi się, że Indus raczej marzy o tym, żeby dostać się na wyższy stopień tej drabiny, niż żeby trochę tą drabinę zniwelować. 2 przykłady: Sir rozmawia z jednym z pracowników: "Jesteś z kasty braminów, prawda?" "Prawda" dumnie odpowiada kolega. "A wiesz, że S. też jest?" (S. jest na jednym z najniższych stanowisk, ale to bardzo kompetenty facet) "To niemożliwe!!!!" odpowiada z przerażeniem w oczach. Jak to? On miałby być z tej samej półki, co S.??? Przejeżdżamy samochodem z pośrednikiem nieruchomości obok pola golfowego ustytuowanego w samiutkim centrum New Delhi. Kręcę nosem: Przecież to bez sensu, żeby zamykać taki kawał centralnie położonego terenu i żeby kilkadziesiąt tysięcy ludzi (co najmniej) codziennie musiało nadkładać kilka kilometrów drogi jadąc z i do centrum. Jakie to marnotrastwo czasu, pieniędzy, zanieczyszczenie środowiska! Na to pośrednik z nabożną czcią w głosie: "Ma'am, to przecież NASZ najbardziej prestiżowy klub golfowy, tylko dla wybranych. Na dodatek na członkostwo można czekać nawet 40 lat!" Patrzę na niego jak na UFO i mruczę pod nosem: "What are you pierdoling* about?" *Przepraszam za niecenzuralne, nie jestem zwolenniczką używania przekleństw jako przecinka, ale ten temat wywołuje u mnie emocje i to właśnie jest odpowiednie słowo do ich wyrażenia :)
czwartek, 08 grudnia 2011
Plaża jest (przeważnie) pustawa i nie otaczają nas tłumy, jak to bywa na indyjskiej ulicy. Jednak nawet tutaj widać ludzi, którzy korzystają z każdej szansy, by zarobić parę groszy. Najczęściej widuję Induski sprzedające cieniutkie plażowe koszule i biżuterię. Jednak są i bardziej oryginalne pomysły na życie. Nie wiem, czy bardziej intratne...
Po złożeniu "scena" jest przenoszona:
środa, 07 grudnia 2011
Chciałabym mieć taki wybór przynajmniej raz w tygodniu...
Przepiękne kolory, nigdy nie widziałam takich kolorowych (hehehe) lobsterów. Szkoda, że po ugotowaniu wszystkie stają się różowe.
Nasza barrakuda. Nie patrzy jej dobrze z gęby. Bo to drapieżnik jest!
Rekin sąsiadów. Sir stwierdził, że tutaj raczej więcej rekinów jest zjadanych przez ludzi, niż odwrotnie.
|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Archipelag
Indie i okolice
Indus, jaki jest
Inne, nie mniej interesujące, rejony
Ja - asiaya@gazeta.pl
Z mojego balkonu
Znaleźć mieszkanie w Delhi
...zwiedzając Delhi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||