Wpisy z tagiem: klimat
sobota, 12 maja 2012
Wyszłam na pół godziny z klimatyzowanej biblioteki na Connaught Place. Wróciłam jak z wyprawy na Saharę. Mamy 40+. Lód w cenie! Miałam ochotę porwać jedną bryłę! Ciekawe, ile czasu potrzebuje, żeby się roztopić. No proszę, nie tylko ja latam z aparatem i fotografuję każdą pierdołę. Indusi zaczynają odkrywać egzotykę własnego kraju? Nic mnie chyba jednak jeszcze nie rzuciło na kolana :)
piątek, 23 marca 2012
... ile sobie wezmę. Ciekawe, kiedy do mnie dotrze ta prosta prawda :) Od kilku dni dmie, dmucha i wieje. Z jednej strony dobrze - orzeźwiająco, z drugiej - niosą się tumany piasku i kurzu, od których nawet niebo żółknie. Mimo to nie mogę się powstrzymać przed otwieraniem balkonu w ciągu dnia. Za to na blacie i książkach mogę pisać palcem, choć kurz był wycierany parę godzin temu :) Syzyfowa praca!
niedziela, 12 lutego 2012
Miejmy nadzieję. Co prawda nie tęsknię do dzikich upałów, ale też mam już dosyć temperatury 17 stopni w domu. Jeśli przy minimalnej temperaturze ok. 13 st., mamy 17-18 w mieszkaniu, ile mielibyśmy przy minusowych? Lepiej nie myśleć. Dlatego też trochę inaczej patrzę na wykres minimalnych i maksymalnych temperatur w Delhi. W zasadzie można przyjąć, że w miesiącach, gdy minimalna temperatura spada poniżej 10 st., w domu czy hotelu będzie zimno, szczególnie w nocy i nad ranem. Jeśli chodzi o maksymalne, to do 30-32 stopni da się żyć.
Sprawdziłam na własnym blogu (już taki wiekowo zaawansowany!), że rok temu wiosnę ogłosiłam 25ego stycznia. W tym roku początek lutego przyniósł zaskakujące ochłodzenie (14-15 stopni w ciągu dnia, gdy pod koniec stycznia mieliśmy już 23), ale dziś poczuliśmy wiosnę w powietrzu, więc tradycyjnie otworzyliśmy sezon balkonowy, który potrwa aż do pierwszych upałów, przez które znowu będziemy zmuszeni zabarykadować się w domu. Przy okazji odpowiadam na pytanie: O jakiej porze roku najlepiej jechać do Indii? Mhm, to zależy... Indie są ogromne, baardzo zróżnicowane klimatycznie. Kiedy w górach śnieg zasypuje dojazd, na Goa jest szczyt sezonu plażowego. Jeśli chodzi o Delhi i okolice, najlepszymi miesiącami są październik/listopad i luty/marzec. Maj i czerwiec to miesiące upałów (ale takich przez duże U), w lipcu, sierpniu i wrześniu temperatury nieco spadają, ale wzrasta (znacznie) wilgotność powietrza. Kto żyw zajmuje wygodne miejsce pod klimą, a na ulicę wychodzą wariaci i desperaci. Oraz oczywiście ci, którzy na niej mieszkają, ale oni jakby nie mają wyboru. Byliśmy na początku maja w Taj Mahal i podziwiałam ludzi, którzy boso przechadzali się po dziedzińcach. Mnie chodniki po prostu parzyły w stopy i skakałam jak na rozgrzanej patelni. W gorących miesiącach częściej też zdarzają się przerwy w dostawie prądu. Podczas monsunu (lipiec, sierpień, wrzesień) częściej przytrafiają się zatrucia, do tego dochodzi zwiększone ryzyko malarii czy denge (nawet w Delhi). Z kolei przełom grudnia i początek stycznia to zima, która może w Polsce uchodziłaby za przedwiośnie, ale przy braku ogrzewania w mieszkaniach znosi się ją gorzej niż polskie mrozy (może warto np. zapytać o to udogodnienie przy rezerwacji hotelu, aczkolwiek wiele się po ich urządzeniach grzejnych nie należy spodziewać). Zazwyczaj niskim temperaturom towarzyszą też mgły, które mogą utrudniać transport (np. pociągowy). Nie należy jednak słuchać lamentów indyjskich znajomych, którzy straszą syberyjskimi mrozami. Indusi nie są przyzwyczajeni do zimna i już przy kilkunastu stopniach zaczynają wyciągać z szaf ciepłe kurtki i szale. Co dziwne, raczej nie gustują w solidniejszych butach - klapki (często japonki) to tutaj obuwie niemal całoroczne, w zimie uzupełniane jedynie specjalnymi skarpetami z oddzielną częścią na duży palec. Planując wyjazd do Indii warto też, w miarę możliwości, sprawdzić kalendarz świąt hinduistycznych. Najhuczniej (dosłownie) obchodzone jest Diwali, ale najsympatyczniejszym świętem zdecydowanie jest Holi. Są to święta ruchome, więc dat na konkretny rok najlepiej poszukać w internecie. W tym roku Holi przypada na 8 marca (Święto Kobiet!), ale w przyszłym dopiero pod koniec marca.
poniedziałek, 26 września 2011
Monsun już się chyba kończy, wilgotność powietrza spadła trochę, od kilku dni nie padało. Nigdy w życiu bym nie pomyślała, że będę się cieszyć na październik. Ani tym bardziej na listopad. A się cieszę. Nie dość, że aura przyjemna (mogę otworzyć balkon!), to jeszcze wysyp imprez - często pod gołym niebem. Pierwszą w tym sezonie już zresztą zaliczyliśmy: koncert z okazji Roku Niemiecko-Indyjskiego w Nehru Park (w tym samym miejscu, gdzie w kwietniu odbywał się Festiwal Jazzowy, o którym pisałam tu). Przybyły tłumy, miejsc siedzących przed sceną nie starczyło nawet dla połowy, ale to akurat nie był problem. Rozsiedliśmy się na trawce przed telebimem i rozkoszowaliśmy się iście piknikową, pomimo nocnej pory, atmosferą. Aby dopełnić rytuału, wzięliśmy ze sobą piknikową torbę, jeden z pomysłowych prezentów mojego byłego pracodawcy. Widać po niej, jaką koncepcję pikniku preferowała firma, gdyż jest tam miejsce akurat na butelkę wina i dwa plastikowe kieliszki. W wersji indyjskiej wypełnienie stanowiły dwa dobrze schłodzone Carlsbergi, czyli jedyne indyjskie (produkowane w Indiach) piwo, które trawię. Wina w tym tygodniu jednak też mieliśmy okazję spróbować - na prezentacji winnic z Chile. No cóż, wino w Indiach to nadal kryształowe kieliszki w barach pięciogwiazdkowych hoteli, a nie szklaneczki na obrusiku w kratkę i to pomimo tego, że w Indiach - owszem!- produkuje się wino. Ceny na importowane trunki są zaporowe, a rodzime produkty jakościowo pozostają daleko w tyle. Cenowo nie tak bardzo :). Wino jest więc drogie (mały kieliszek wina w barze zaczyna się od ok. 40 PLN), wino jest snobistyczne, dlatego chwała producentom, że im się chce inwestować w promocje. I nas na nie zapraszać :) Przypomniało mi się, jak prawie dziesięć lat temu kolega z Hiszpanii krzewił winną kulturę na prywatnym towarzyskim gruncie w Warszawie. Zorganizował grupie znajomych tzw. ślepą degustację. Ze składkowych pieniędzy zakupił kilka butelek, ponumerował je, zakleił etykiety, przygotował ankiety z ocenami itd. Była niezła zabawa, ale jeden ze zwyczajów profesjonalnych degustacji w ogóle nie przypadł do gustu Polakom. Degustatorzy bowiem nie połykają wina, tylko, po zapoznaniu się z jego walorami smakowymi, wypluwają do specjalnego naczynia. Kolega Hiszpan również takie naczynie przygotował, jak się okazało, zupełnie niepotrzebnie. Ktoś mu to zresztą wytłumaczył dobitnie: "Stary, nie! Jesteśmy w Polsce. W Polsce się wina NIE wypluwa!" Pojęcie terroir jest bardzo ważne w produkcji wina, może powinniśmy również wziąć pod uwagę lokalne zwyczaje odnośnie jego degustacji :) Na delhijskiej imprezie jedna z Indusek chciała błysnąć światowością i wypluła wino do stojącego nieopodal... dekantera, w którym dekantowało się przed degustacją jedno z najlepszych win tego wieczoru. Sommelier dostał nieomal zawału na ten widok, rzucił się z głośnym "Noooo!", aby własną piersią zasłonić swoją "gwiazdę", ale było już za późno. Gdy, prawie ze łzami w oczach, tłumaczył kobiecie, co zrobiła, ona rezolutnie zażartowała: "No to macie ciekawą mieszankę". Widząc jednak mordercze zamiary w jego oczach, wycofała się strategicznie. No cóż, historie spotkań kultur obfitują w gafy i błędy. No to wypijmy za błędy ;) Oczywiście nie obyło się też ostatnio bez historii typu "Gadał dziad do obrazu" (ja w roli dziada). Przytoczę tylko jedną. Miała miejsce w bibliotece, do której się niedawno zapisałam (amerykańskiej, ale to nie ma znaczenia, bo tam pracują sami Indusi). Zachwycona możliwościami internetowego grzebania w ich katalogu i zamawiania on-line, poczyniłam kilka rezerwacji. Niestety działanie tego systemu nie było do końca wyjaśnione, więc nie byłam pewna, czy książki, które zarezerwowałam, są już dostępne, a jeśli nie, to czy zostanę powiadomiona o zmianie ich statusu i jak. Postanowiłam pójść tam osobiście i rozwiać wszelkie moje wątpliwości. Po przejściu wszystkich testów na obecność terrorysty we mnie tudzież mojej torbie, weszłam do biblioteki i chwilę się wahałam, gdyż do dyspozycji miałam aż 3 osoby za biurkami: panią, u której wyrabiałam kartę członkowską, pana po lewej, który wypożycza książki i pana po prawej, który akurat siedział ze wzrokiem utkwionym w sufit, co utrudniało odgadnięcie natury jego zatrudnienia. Jak się potem okazało, zajmuje się tylko i wyłącznie odmagnetyzowaniem wypożyczonych materiałów. Zauważył jednak moje wahanie i zapytał, w czym może pomóc. Wytłumaczyłam, że zarezerwowałam książki i chcę się dowiedzieć, czy są już dostępne. Pan zawołał jakiegoś innego pana i powiedział: "Pokaż pani, jak się rezerwuje książki". Zaprotestowałam, że ja już je mam zarezerwowane, a tylko chcę wiedzieć, czy fizycznie są dostępne. Aaa, to do tej pani. Znowu tłumaczę, że zarezerwowałam przez internet, itp. itd. Pani do mnie: "A czy to były książki elektroniczne?" Ja, że nie, że drukowane, tylko gdzie mam je odebrać. "Bo my mamy w ofercie również E-booki i proszę iść do kolegi tam za regałem, on Pani wytłumaczy, jak się je wypożycza" No to ja, że super, świetnie, ale może nie teraz, a teraz to niech mi TYLKO (i wreszcie) powie, gdzie mogę odebrać zarezerwowane pozycje. Dałam jej swoją kartę, żeby weszła na moje konto i zobaczyła, o które książki mi chodzi. Troszkę sie zafrasowała i poprosiła, żebym spoczęła na kanapie, ona sprawdzi. Ok, czekam, w międzyczasie przeglądam mało zachęcający przewodnik po USA . Za 10 minut przychodzi z karteczką, na której ma odnotowane chyba numery "moich" książek i obwieszcza, że nie, niestety, są niedostępne, ale "oni zadzwonią". No trudno, dziękuję i mówię, że w takim razie poszukam czegoś innego, nie chce mi się robić pustych przebiegów. Na półce przypadkowo znajduję 2 spośród 4 zarezerwowanych książek... I nadal nie wiem, gdzie się odbiera rezerwacje, bo, że do mnie zadzwonią, nawet się nie łudzę :) Poniżej mała ilustracja (chociaż w tym przypadku korupcja nie miała miejsca)
|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Archipelag
Indie i okolice
Indus, jaki jest
Inne, nie mniej interesujące, rejony
Ja - asiaya@gazeta.pl
Z mojego balkonu
Znaleźć mieszkanie w Delhi
...zwiedzając Delhi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||