Wpisy z tagiem: higiena

poniedziałek, 28 lutego 2011

W poszukiwaniu źródeł zaopatrzenia naszej spiżarni trafiliśmy na INA Market (Indian National Army Market).  To ponoć punkt obowiązkowy na mapie Delhi dla każdego smakosza: świeże mięso, ryby, owoce, warzywa, importowane produkty, których nie można dostać nigdzie indziej. Nawet w telewizji reklamowany jest jako róg obfitości:

Ostrzegano nas jednak, żebyśmy nie oczekiwali sterylnego supermarketu, nawet na filmie ta Amerykanka mówi, że to nie Wall-Mart (nawiasem mówiąc, jakoś znajomo mi wygląda, co mnie zresztą wcale nie dziwi. W Delhi nie ma aż tak wielu obcokrajowców, często spotykamy te same osoby:))

Pierwszy rzut oka z parkingu: Coca - Cola : Pepsi - Cola  = jakieś 9:1

Po lewej mięso:

Po prawej owoce morza i ryby:

Stoiska często mają dwa poziomy. Tak wygląda jedno z nich z przodu (zwróćcie uwagę na obrazek na górze :))...:

...z boku...:

...i z dołu:

Wrażeń zapachowych nie będę opisywać, pozostawiam to Waszej wyobraźni. Dodam tylko, że na stoisku z warzywami i owocami odetchnęłam z ulgą:

Ten chłopiec trudni się odnoszeniem klientom zakupów do samochodu:

Nie mogło oczywiście zabraknąć lokalnych kuchni:

Niestety, nawet krótki, choć rzęsisty deszcz, zamienia niejedną z nich w bajoro:

Oprócz produktów spożywczych można zaopatrzyć sie w parę innych niezbędnych drobiazgów :)

Czy coś kupiliśmy? Tak, kalmary. Myliśmy je potem chyba z pół godziny, ale przed spożyciem posiłku musieliśmy raczej wymazać niektóre obrazy z pamięci :)) 

czwartek, 23 września 2010

Indie mają problem i my mamy problem. O dziwo ten sam :) Nazywa się Commonwealth Games i startuje  3.10.2010, jak już zresztą wcześniej pisałam tutaj. Niestety, wszystkie znaki na niebie, ziemi i w mediach wskazują na to, że zamiast demonstracji nowoczesnego i prężnie rozwijającego się mocarstwa, mamy obraz kolosa na glinianych nogach. Głosy powątpiewające w sukces organizacji tych prestiżowych igrzysk, jak również towarzyszące im korupcyjne oskarżenia, odzywały się już dawno, ale były skutecznie tłumione. Sama Saina Nehwal, młodziutka gwiazda badmintona (3. na świecie) i zarazem brand ambassador Igrzysk, wyraziła swego czasu powątpiewanie w możliwość organizacji CWG w Delhi na poziomie Melbourne czy Bejing. Szybko musiała swoją krytykę odwołać. Teraz nikt już nie zostawia suchej nitki na organizatorach, zwłaszcza po tym, jak 2 dni temu zawalił się brand new mostek , a także jakiś podwieszany sufit. Premier zwołuje kryzysowe spotkanie, a zdjęcia obrzydliwie brudnych, choć nowych, łazienek, materacy ze śladami psich łap oraz instalacji elektrycznych zatopionych w mętnych kałużach, obiegły światowe serwisy. Walory zapachowe można sobie wyobrazić... Pierwsze grupy uczestników igrzysk przybyłych do wioski sportowej stanowczo odmówiły zakwaterowania w obecnych warunkach. Oliwy do ognia dolał sekretarz generalny komitetu organizacyjnego, Lalit Bhanot, który próbował zbagatelizować zarzuty, mówiąc, że mieszkańcy Zachodu mają inne standardy higieniczne, co na dobre rozsierdziło opinię publiczną. Indusi poczuli się urażeni i wypomnieli, że przecież oni, w odróżnieniu od „Westerns” się codziennie kąpią, myją ręce przed jedzeniem i dokonują ablucji po każdej wizycie w toalecie, zamiast używać tak nieefektywnego środka jak papier toaletowy :) Mimo to pojawiły się też głosy przyznające, że na Zachodzie nie widzi się ludzi załatwiających potrzeby fizjologiczne wprost na ulicy, a dbałość o higienę osobistą nie ma przełożenia w trosce o czystość otoczenia. I to jest niestety wniosek, jaki ja również mogę wyciągnąć  po trzech tygodniach pobytu tutaj. Od tego czasu szukaliśmy intensywnie mieszkania do wynajęcia, a to, co nam pokazywano, często wołało o pomstę do nieba i nie stało w żadnej relacji z żądaną ceną. Ale to temat na (oddzielny) poemat lub może nawet dwa.

Natomiast w naszym prywatnym wymiarze Commowealth Games oznaczają problemy z poruszaniem się po mieście, bo i korki i brak taksówek, rosnące ceny hoteli i zwiększone zagrożenie terrorystyczne. A szans na medale nie mam żadnych. :)

ARCHIPELAG
  • Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Wszystkie zdjęcia i teksty, o ile nie zaznaczono inaczej, są mojego autorstwa i do mnie należą prawa autorskie. Jakiekolwiek wykorzystywanie ich bez mojej zgody jest sprzeczne z prawem. I jest po prostu chamstwem.