O życiu z oddali, czyli z Delhi. Dzień po dniu zdrapuję lakier egzotyki z indyjskiej codzienności, aby pokryć ją patyną własnych doświadczeń. Czasami jednak muszę uciec stąd i o tym również piszę.

Asiaya to ja! O autorce

"UWAGA! Ona ma blog!" - tak mój mąż, aka. Sir straszy wszystkich wokół. "I nie zawaham się go użyć" - dodaję. Indie i blog pojawiły się w moim życiu jednocześnie, czyli latem 2010 roku, kiedy to los rzucił naszą dwuosobową, polsko-hiszpańską podstawową komórkę społeczną do Delhi. Od tamtej pory blog dzielnie mi towarzyszy w odkrywaniu delhijskiej codzienności i pozwala nabrać dystansu do indyjskich absurdów. A jest ich trochę.  

O Indiach już tyle napisano... Niezmiennie wywołują wiele emocji. Ponoć trzeba je kochać albo nienawidzić. Moim celem jest nie pozwolić się zepchnąć w żadną z tych kolein. To, co pomiędzy, jest o wiele ciekawsze i... prawdziwsze. Ogarnąć Indie to zadanie karkołomne, najwięksi na tym polegli. Ryszard Kapuściński tak opisał swoje pierwsze z nimi zetknięcie:

Indie były moim pierwszym spotkaniem z innością, odkryciem nowego świata. To spotkanie nadzwyczajne, fascynujące, było jednocześnie wielką lekcją pokory. Tak, świat uczy pokory. Bo wróciłem z tej podróży zawstydzony swoją niewiedzą, nieoczytaniem, ignorancją. Przekonałem się, że inna kultura nie odsłoni nam swoich tajemnic na proste skinienie ręki i że do spotkania z nią trzeba się długo i solidnie przygotowywać.

Pierwszą reakcją na tę naukę, z której wynikała konieczność wielkiej pracy nad sobą, była ucieczka w kraj, powrót do miejsc znanych, swojskich, rodzinnych, do języka, który był moim, do świata znaków i symboli rozumianych od razu, bez wstępnych studiów. Próbowałem zapomnieć o Indiach, bo były moją porażką: ich ogrom i różnorodność, nędza i bogactwo, zagadkowość i niezrozumiałość przytłoczyły mnie, oszołomiły i pokonały. Znowu więc z chęcią jeździłem po kraju, aby pisać o jego ludziach, rozmawiać z nimi, słuchać, co mówią. Rozumieliśmy się w pół słowa, łączyła nas wyrosła z tego samego doświadczenia wspólnota.

Dlatego nie uzurpuję sobie prawa do kompleksowości, nieomylności czy obiektywizmu. Wprost przeciwnie! Ten blog to tylko impresje, moje wrażenia, kilka obrazów uwiecznionych na kliszy karcie pamięci. Nie jest też historią o wtapianiu się w tutejsze społeczeństwo. Ja tu sobie po prostu siedzę w kąciku i patrzę. A co patrzę, to piszę :)

I zdradzę Wam sekret: Oprócz pokory przydaje się tu również sporo sceptycyzmu, odrobina nonszalancji i duża dawka zdrowego rozsądku. Inaczej wcisną Wam kota w worku. Jak to na indyjskim targu.

Jako, że mój szablon nie przewiduje możliwości komentowania na tej stronie,

wszelkie zapytania, uwagi, krytykę i inne formy ekspresji można zamieszczać pod tym adresem:

www.facebook.com/WszystkieKoloryIndii

Lub pod ostatnim postem. 

Wszystkie zdjęcia i teksty, o ile nie zaznaczono inaczej, są mojego autorstwa i do mnie należą prawa autorskie. Jeśli chcesz skorzystać - zapytaj.