O życiu z oddali, czyli z Delhi. Dzień po dniu zdrapuję lakier egzotyki z indyjskiej codzienności, aby pokryć ją patyną własnych doświadczeń. Czasami jednak muszę uciec stąd i o tym również piszę.

Religia i święta

niedziela, 23 grudnia 2012

Pomimo tego, że Keralę opuściliśmy tydzień przed świętami, zdążyliśmy poczuć jeszcze świąteczną atmosferę. Prym w bożonarodzeniowych stylizacjach wiodą świecące papierowe gwiazdy. Trzeba przyznać, że są bardzo efektowne, zwłaszcza w nocy.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Diwali tuż, tuż! Co prawda oficjalne święta przypadają na jutrzejszy dzień, ale próby petard i sztucznych ogni trwają od kilku ładnych nocy! Póki co jeszcze sklepy otwarte, wszyscy gorączkowo załatwiają ostatnie sprawunki. W tym roku przypadła nam rola gospodarzy, więc mamy pełne ręce roboty. Póki co, zostawiam Was z kilkoma widokami z naszego balkonu z ostatniej nocy.

HAPPY DIWALI 2012!!!

środa, 07 listopada 2012

Następne do kolekcji. Pozostałe można obejrzeć tu i tu. I owszem, wybieramy się, bo znamy pana młodego. Panny młodej nie, ale widzieliśmy foto w telefonie (oczywiście wyraziliśmy uznanie ;), chociaż zdjęcie bardzo niewyraźne ). No to teraz mam problem: Co założyć?

środa, 15 sierpnia 2012

Dzisiaj jedno z dwóch świąt narodowych Indii: Święto Niepodległości. Dzień wolny oczywiście, chętni mogli sobie pójść pod Czerwony Fort, podziwiać parady i posłuchać premiera. 

Po naszych doświadczeniach z paradą z okazji Dnia Republiki stwierdziliśmy, że raz nam w zupełności wystarczy. Tamta, styczniowa parada odbywała się na bulwarach Rajpath naprzeciwko Bramy Indii. Środki bezpieczeństwa były tak surowe, że nie mogliśmy wziąć ze sobą nie tylko aparatu foto, żadnej torby, plecaka, ale nawet komórki!! Co ja mówię, nawet butelki wody nie można było ze sobą wziąć, a Sir'owi skonfiskowano... gazetę. 

W przemówieniu premier poskarżył się na brak deszczu (=inflacja) tudzież pokręcił nosem na zwalniającą gospodarkę. W 2011 Indie miały najniższy wzrost PKB od 9 lat i rok 2012 wcale nie wygląda lepiej. Za to zapowiedział loty na Marsa. Jest to jakieś wyjście. Pardon, wylot.

22:01, asiaya , Religia i święta
Link
czwartek, 05 stycznia 2012

... po krótkiej, acz intensywnej przerwie w europejskim narożniku, otarciu potu z czoła i rozluźnieniu nadgarstków. Jeszcze kilka podskoków i mogę zaczynać od nowa boksowanie się z rzeczywistością :)

Tymczasem Delhi zgotowało nam królewskie powitanie - na spotkanie wyszedł cały oddział wielbłądziej kawalerii:

Niestety, zanim wyjęłam aparat, panowie (i ich rumaki) prezentowali się już tylko z zadniej strony, przez co nie widać ich imponujących zakręconych wąsów! Prawdopodobnie wracali z ćwiczeń do wielkiej parady z okazji Dnia Republiki, który przypada na 26 stycznia. Pisałam o nim rok temu tutaj. Raczej nie jest to próba kostiumowa jeszcze, bo, z tego, co pamiętam, byli bardzo barwnie ubrani (i panowie, i wielbłądy).

Wczoraj przez pół dnia odsypiałam podróż tudzież uzupełniałam lodówkę, a dzisiaj zakasałam rękawy i zaczęłam odgruzowywać mailowe i blogowe zaległości. 

Czuję, że w tym roku to się będzie działo... Zresztą w Indiach nie ma innej możliwości :)) Oby się nam - wszystkim, wszędzie -  działo tylko pozytywnie!

Wszystko będzie nowe - głosi napis na remontowanym sklepie przy Mariahilfestrasse w Wiedniu.

środa, 21 grudnia 2011

Znowu Święta! Jak to? Dopiero skończyły się poprzednie, ze stołu sprzątnięte, pozmywane, a tu wszystko od nowa: szczotki w ruch, gary, miksery, do stołu nakrywać... Wszyscy tacy zalatani, że taczek nie mają czasu załadować. Dociera do mnie co nieco świątecznej atmosfery. Można w Indiach kupić choinkę, tu i ówdzie widać dekoracje. Oczywiście przoduje pod tym względem katolickie Goa, gdzie nawet my się załapaliśmy na trochę kristmasa. Poniżej zdjęcie z hotelowego hallu. Jak widać, dzieci pod każdą szerokością geograficzną reagują na choinkę tak samo: DOTKNĄĆ! (Przyznać się, kto przynajmniej raz nie stłukł bombki "oglądając" :)) 

Cieszę się jednak, że jestem trochę poza. Jak każdy owczy pęd, i ten wywołuje u mnie opór. Zamiast oderwać się od codzienności, wiele osób dokłada sobie do kieratu, "bo święta". 

Z tymi listami do Mikołaja to też jest niezły przekręt. Wydaje się, że to świetny interes: napiszę list i dostaję prezent. Gdy jednak sobie dumałam, co bym chciała dostać, wyszło mi, że właśnie... list, a najlepiej kilka. Nie ma lepszego i hojniejszego prezentu, niż czas, uwaga, zaufanie, a to jest właśnie niezbędne do napisania listu (ok., mail też podpada pod tą kategorię, ale nie trzyzdaniowy! :) ).  Można pierogami wyrażać miłość, ale słowa to jednak  danie de luxe, nie rezygnujmy z nich! 

Ja Wam, kochani znajomi i nieznajomi Czytacze i Czytaczki, życzę spędzenia tych Świąt po swojemu, jako przyjemnej (ale nie banalnej) wycieczki od codzienności i okazji, by się jej (i sobie) przyjrzeć z dystansu. Można niezłe dziwy ujrzeć :)) 

Dobrze, ja jednak długo na koturnach nie wytrzymuję :)) To jeszcze świetnej imprezy Sylwestrowej. Poniżej przygotowania do nocnych tańców hulańców na goańskiej plaży. 


środa, 26 października 2011

Jest 23.00. Od jakichś 5 godzin siedzimy w okopach. Przynajmniej takie mam wrażenie. Wokół dym, huk i błyski. Spokojnie, to TYLKO Diwali. Teoretycznie powinno się skończyć godzinę temu, ale kto by się tam przejmował jakimiś zakazami. Sąsiad wydał na sztuczne ognie ok. 1 tys. EUR, więc zajmie mu trochę czasu puszczenie tego z dymem. Rok temu świętowanie przeciągnęło się do baaaardzo późnych godzin. Podejrzewam, że i w tym roku nie pójdziemy spać przed 3.00.

Dzisiaj był dzień wolny, więc skoczyliśmy na rynek po ostatnie sprawunki.

Szablony i kolorowe proszki do dekoracji.

 

Kwiaty! Dużo kwiatów!

 

Lampki oliwne i świeczki.

 

Gońcy roznoszą kosze pełne owoców.

Elektryczne lampki made in China.

 

wtorek, 25 października 2011

Sąsiedzi kazali nam czekać dłużej w tym roku, ale wczoraj już wszyscy udekorowali swoje fasady.

 

Za to już od tygodnia w ruch poszły fajerwerki i petardy. Codziennie, gdy tylko zapadnie zmrok, zaczyna się strzelanina. Dzieciaki to pół biedy, bo ok. północy wychodzą tatusiowie i wtedy się rzeczywiście dzieje. Wystrzały słychać do 2.00-3.00 rano. Aż się boję myśleć, co będzie jutro...

Pudełko z bakaliami - tradycyjny prezent na Divali.

A sąsiadowi z góry się coś pomyliło i urządził dyskotekę. Teraz leci... lambada. To już wiem, kto wybierał muzykę do windy...

sobota, 22 października 2011

Ostatni przedświąteczny weekend, na mieście korki. Przed Diwali wszyscy sprzątają jak najęci i dekorują domy, sklepy itp. Niektórzy robią to rzeczywiście  z rozmachem, rozwieszając elektryczne girlandy, inni po prostu zapalają kilka oliwnych lampek przed wejściem. Miasto, które na codzień nie grzeszy urodą, zdecydowanie zyskuje w tym świetlnym makijażu.

środa, 19 października 2011

Wstawiam już niejako z kronikarskiego obowiązku. Tym razem wesele było muzułmańskie. Nie byliśmy, więc nie wiem, jaka jest różnica.

czwartek, 06 października 2011

...za porywanie cudzych żon :)

Weszliśmy w sezon hinduistycznych świąt. Jako, że ich daty są obliczane według kalendarza lunarnego, każdego roku przypadają na inny dzień. I tak np. Dasara (czy Dussehra), którą rok temu obchodziliśmy 17 października (pisałam o tym tutaj), w tym roku przypada dzisiaj, czyli 5-ego. Niestety, w tym roku zdjęć nie będzie! Rok temu byliśmy na miejscu zbyt wcześnie (nie ma wyznaczonej godziny, wiadomo tylko, że cała impreza zaczyna się po zmroku), czekaliśmy wśród huku petard ponad godzinę, czego koniecznie chcieliśmy uniknąć dzisiaj. No i przekombinowaliśmy... w okolicznym parku zastaliśmy zaledwie kilka osób nad dymiącymi zgliszczami :) Wrzucam więc jedynie fotkę zrobioną w dzień przez szybę samochodu w okolicy Khan Market. Strrrraszny potwór PRZED spaleniem.

Natomiast petardy cały czas słychać...

czwartek, 24 marca 2011

Wrzucam jeszcze resztki zdjęć z Holi. Włosy nadal mają różowy połysk, pomimo tego, że obficie nasmarowałam je olejkiem.

08:11, asiaya , Religia i święta
Link
poniedziałek, 21 marca 2011

Mieliśmy zamiar zrobić rundę po dzielnicy, ale już na sąsiedniej ulicy zostaliśmy zaanektowani przez grupę sąsiadów :) Muszę przyznać, że nie spodziewaliśmy się takiej otwartości. Nagle wszyscy nam się zaczęli przedstawiać, nie tylko z imienia i nazwiska, ale też stopnia pokrewieństwa czy znajomości z resztą. Nie muszę chyba dodawać, że nie sposób było tego wszystkiego zapamiętać.

Następnie zaprowadzono nas do "bufetu" i ugoszczono po królewsku. Dominowały warzywa smażone w cieście, bardzo dobre! Gdy sięgałam do misy, zawsze miałam parę "doradzaczy" i "zachwalaczy": "Spróbuj tego, i tego, i tego!" Impreza była składkowa, więc nie chciałam nikogo urazić - w rezultacie musiałam spróbować wszystkiego. Barek również przedstawiał się imponująco: piwo, wódka, whisky i co tam jeszcze.

Jak widać, wszyscy już byli dosyć, ehm, pokolorowani. To w kubku poniżej to nie piwo, tylko whisky :)

Nawet strażnikom się oberwało, ale nie obrażali się, wprost przeciwnie!

c.d.n

Wszystkie zdjęcia i teksty, o ile nie zaznaczono inaczej, są mojego autorstwa i do mnie należą prawa autorskie. Jeśli chcesz skorzystać - zapytaj.