O życiu z oddali, czyli z Delhi. Dzień po dniu zdrapuję lakier egzotyki z indyjskiej codzienności, aby pokryć ją patyną własnych doświadczeń. Czasami jednak muszę uciec stąd i o tym również piszę.
środa, 25 lipca 2012

Po przylocie - jak zwykle - nokaut termiczny. Niby w Stambule temperatura też ok. 30-33 stopni, ale powietrze jednak zupełnie inne. W Delhi nawet do 36, a wilgotno jak w saunie. I tak jeszcze ze 2 miesiące.

W domu powitalny list na stole, włączona lodówka, a w niej zestaw "śniadaniowy"! Dobrze mieć przyjaciół i dobrze zostawić im klucze :) 

A propos śniadania: wklejam zdjęcia menu wagonu restauracyjnego czeskich kolei. Uśmiałam się ja, uśmiejcie się i Wy:

Śniadanie to podstawa. Czyli fundament.

Można wybierać. Codziennie.

Lubimy liście świeżo wyrywanych sałatków.

Polski jest trudny. Zwłaszcza po węgiersku.

Niektóre posiłki są na żądanie, zwłaszcza te z sosem pieprznikowym. Inne - domyślam się zatem - dostaję bez pytania.

To tylko kilka przykładów, cała karta jest pełna takich (nomen omen) "smaczków" i to w kilku językach. Sir padł ze śmiechu, gdy przeczytał po hiszpańsku "HAPPY LINE stosuje się na wszystkie zamówienia na odcinku Děčín - Břeclav a Domažlice - Praha - Bohumín i plecy".

Znaczy to mniej więcej tyle, że ceny poza Czechami są o wiele wyższe, a jedzenie tak samo podłe, więc zamiast jeść - lepiej poczytać sobie kartę. 

Tutaj całość, gdyby ktoś chciał.

piątek, 20 lipca 2012

Szczęśliwego Ramadanu ze Stambułu!

Wracając do indyjskiej rutyny (oksymoron!!), przycupnęliśmy na kilka dni u brzegów Bosforu.

Już za momencik wracam na blog, na maila i w ogóle do wirtualnego życia!

10:13, asiaya
Link Komentarze (20) »
Wszystkie zdjęcia i teksty, o ile nie zaznaczono inaczej, są mojego autorstwa i do mnie należą prawa autorskie. Jeśli chcesz skorzystać - zapytaj.