O życiu z oddali, czyli z Delhi. Dzień po dniu zdrapuję lakier egzotyki z indyjskiej codzienności, aby pokryć ją patyną własnych doświadczeń. Czasami jednak muszę uciec stąd i o tym również piszę.
niedziela, 17 lipca 2011

Typowe andaluzyjskie śniadanie to grzanka obficie skropiona oliwą z oliwek z warstwą musu ze świeżych pomidorów. To taka podstawowa wersja, którą można wzbogacać różnymi innymi dodatkami (np. wędlinami), ale jednak najsmaczniejsza jest właśnie ta najprostsza. Na potrzeby takich śniadaniowych zestawów w hotelach czy kawiarniach serwuje się często oliwę w jednorazowych opakowaniach. Widziałam już przeróżne miniaturowe buteleczki, ale najbardziej spodobała mi się ta oto "oliwka":

 

Prawda, że urocza :) ?

sobota, 16 lipca 2011

To miał być błyskawiczny wypad - załatwienie sprawy, spacer po śródziemnomorskiej plaży i szybki powrót. Tymczasem Moguer nas zauroczył i przedłużyliśmy pobyt, najpierw o jedną, a potem o drugą noc. Recepcjonistka, gdy ponownie zapytaliśmy o dostępność pokoju, roześmiała się i powiedziała: "No dobrze, ale to już naprawdę ostatnia".

Wąskie uliczki, świeżo pobielone ściany, urocze placyki z kawiarnianymi ogródkami, palmy i kwiaty - ot, typowe andaluzyjskie miasteczko. Do najbliższej plaży jest ok.20 km i to, co dla jednych dyskwalifikuje Moguer jako miejsce letniego wypoczynku, nam wydało się błogosławieństwem. Nie jesteśmy fanami wylegiwania się na słońcu, a już na pewno nie na zatłoczonej plaży w cieniu wieżowców, jak to bywa w wielu turystycznych miejscach na hiszpańskim wybrzeżu. Gdybym miała jechać  do Benidorm czy Torremolinos, wolałabym chyba spędzić wakacje na własnym balkonie. W Moguer nie ma masowej turystyki, są tu zaledwie 2 hoteliki - z tego, co widziałam. Natomiast sam przekrój narodowościowy jest badzo ciekawy - oprócz rdzennych Hiszpanów, jest spora społeczność marokańska, rumuńska oraz... polska. Moguer stoi bowiem truskawką, a to owoc bardzo pracochłonny w uprawie i zbiorze, stąd tak wielkie zapotrzebowanie na tanią siłę roboczą. Praca jest głównie sezonowa, więc z końcem zbiorów (w szklarniach nawet dwa razy w roku) większość pracowników wyjeżdża do swoich krajów (widzieliśmy reklamy bezpośrednich autobusów do Rumunii!), ale są i tacy, którzy zapuścili tu korzenie. Polski słychać od czasu do czasu na ulicy, a raz nawet przy śniadaniu zostałam powitana: "Dzień dobry!". To pokojówka, sympatyczna młoda kobieta z Mazur, przyszła się przywitać po tym, jak zauważyła na moim stoliku nocnym kilka polskich czasopism. Domyślam się, że w tak kulturowo zróżnicowanej społeczności rodzi się wiele problemów. Zauważyłam, że stereotypy trzymają się mocno. Polki np. mają famę pięknych i wyzwolonych (!!!) łamaczek serc (i małżeństw). Powstały na ten temat nawet opracowania naukowe :)

Na szczęście ewentualne problemy sąsiedzkie w Moguerze nas nie dotyczyły i mogliśmy włóczyć sie uliczkami i zaglądać dyskretnie do domów poprzez uchylone drzwi. Dni były upalne, w południe nieliczni przechodnie przemykali po zacienionej stronie ulic, notabene tak czystych, że na próżno by wypatrywać choćby papierka. Całe szczęście nie przyjechaliśmy tutaj bezpośrednio z Indii, inaczej groziłoby to szokiem :).

Rano obowiązkowe spotkanie zarządu przy kawie i toście z oliwą i pomidorowym musem ;) :

Oprócz truskawek, Moguer słynie również z murarzy. Ja bym dodała chyba też malarzy, bo 99% domów błyszczało świeżą bielą, a w pozostałych trwały prace :)

Widok z naszego balkonu:

Wnętrza, nawet te współczesne, nadal dekorowane są tradycyjną andaluzyjską ceramiką:

Wieczorem całe rodziny spotykają się w ogródkach restauracyjnych i cieszą się przyjemnym orzeźwieniem. Oraz napojami orzeźwiającymi - rzecz jasna. Jedynie Marokanki siadują w grupkach na uboczu - nie są raczej klientkami barów.

Chociaż wiem, że nie mogłabym mieszkać na stałe w tak małym miasteczku, to naprawdę ten krótki pobyt był niesamowicie relaksujący. A przy okazji pouczający, ale o tym następnym razem!

sobota, 09 lipca 2011

... ten, kto nie chce. Na pozostałych czekają nie tylko prawdziwe multimedialne "świątynie", ale również wakacyjne oddziały biblioteczne na plaży, oferujące na miejscu trochę klasyki, książki dla dzieci i prasę.

Wypożyczyć książkę czekając na metro? W Madrycie już możliwe, dzięki kosmicznym kioskom Bibliometro:

środa, 06 lipca 2011

A w Delhi od kilku dni monsun, przez większość gorąco (nomen omen) wyczekiwany...

Tagi: Hiszpania
21:11, asiaya
Link
niedziela, 03 lipca 2011

Wybaczcie, że mnie tu nie ma, ale "Primum vivere deinde philosophari", czyli w moim bardzo wolnym tłumaczeniu: "Żeby pisać, trzeba najpierw żyć" :) Więc żyję teraz bardzo intensywnie, przemieszczam się, smakuję, mówię (za dużo), słucham (za mało). Chłonę energię, ładuję baterie - głównie ze spotkań, z których każde zbyt krótkie, zbyt szybkie, pozostawiające wrażenie niedosytu. Kochani, bardzo, bardzo Wam dziękuję, że znaleźliście dla mnie czas w swoich przepełnionych kalendarzach, a także za logistyczne akrobacje, jakie musieli wyczyniać co poniektórzy (-które :)), żeby te spotkania w ogóle doszły do skutku.

Jeszcze nie wróciłam do Indii, ale już powoli wracam do bloga, którego mi zresztą zaczynało brakować :) Cóz, że (tymczasowo) z Hiszpanii! W końcu kolorów nie można jej odmówić:

Plac św. Anny, Madryt

Wszystkie zdjęcia i teksty, o ile nie zaznaczono inaczej, są mojego autorstwa i do mnie należą prawa autorskie. Jeśli chcesz skorzystać - zapytaj.