O życiu z oddali, czyli z Delhi. Dzień po dniu zdrapuję lakier egzotyki z indyjskiej codzienności, aby pokryć ją patyną własnych doświadczeń. Czasami jednak muszę uciec stąd i o tym również piszę.
sobota, 28 kwietnia 2012

A więc długi weekend w mieście. Jeśli nie wiadomo co począć z "tak pięknie rozpoczętym wieczorem", warto sprawdzić program India Habitat Centre, kompleksu kulturalno - konferencyjnego w centrum New Delhi, niedaleko Ogrodów Lodi.

Zaprojektował go Joseph Allen Stein, amerykański architekt pracujący przez większość swego zawodowego życia w Indiach. Przy samej Lodhi Road stoi więcej ważnych budynków jego autorstwa, dlatego Delhijczycy nazywają tą okolicę żartobliwie "Steinabad".

W IHC mieszczą się siedziby kilkudziesięciu instytucji i organizacji. Jest sala widowiskowa, wystawowa, kilka restauracji i nie wiem co jeszcze! Nie wszystkie są bowiem dostępne publicznie, niektóre imprezy są tylko dla członków Klubu IHC (a jakże, w końcu to Indie!). My zapisaliśmy się do klubu filmowego, który organizuje od czasu do czasu przeglądy, ale prawdę mówiąc, wcześniej też na nie chodziliśmy i nikt nigdy nas o kartę członkowską nie zapytał. 

Będąc turystycznie w Delhi warto sprawdzić, czy wieczorem nie ma akurat w IHC pokazu tańców indyjskich. Wstęp zazwyczaj jest wolny (ale lepiej upewnić się telefonicznie). 

Delhi, IHC, 12

Delhi, IHC 13

Delhi, IHC, 8

Delhi, IHC, 7

Delhi, IHC, 9

 Delhi, IHC, 5

Delhi IHC

Delhi , IHC 2

Delhi, IHC 14

Delhi, IHC 6

Delhi, IHC, 11

Delhi, IHC 10

Delhi, IHC 3

Delhi, IHC 4

piątek, 27 kwietnia 2012

Powinno być już ze 38 stopni, a tymczasem mamy przyjemne 30. Na dodatek kilka razy w tygodniu PADA (burze z piorunami)! O tej porze roku NIGDY w Delhi nie padało. Z jednej strony dobrze, bo temperatury po burzy spadają nawet do 23 stopni, z drugiej strony - uaktywniły się komary! Podczas deszczów zanika czasami sygnał w kablówce - zupełnie jak w monsunie - i widzimy taki oto komunikat:

W przypadku silnego deszczu na odzyskanie sygnału proszę czekać, aż przestanie padać.

tele monsun

Mimo wszystko przestawiliśmy się już na letnie menu: wodę kokosową (wprost z kokosa albo z puszki - import z Tajlandii), melony, mango itp.

Delhi abril 2011 012blox

czwartek, 26 kwietnia 2012

Ponoć, żeby nie zwariować w Delhi, należy często wyjeżdżać. Weszłam na stronę, która w założeniu ma inspirować do podróży. Należy wpisać swój budżet na bilet lotniczy, a ona pokazuje nam, dokąd można za to polecieć. Jednym z miejsc, jakie mi zasugerowano, był... Kabul. 

Mieliśmy jechać do Shimli i oczywiście ZNOWU się okazało, że bilety na pociąg z Kalki do Shimli wykupione są na na kilka miesięcy do przodu. Zważywszy, że to już drugie nasze podejście, chyba ustanowiliśmy tradycję! 

O tej porze roku większość destynacji w Indiach odpada ze względu na temperaturę (o Radżastanie można zapomnieć). Zostają Himalaje. Niestety, żadna to tajemnica i WSZYSCY się tam o tej porze wybierają. Już, już rozważaliśmy Kathmandu, gdy się okazało, że na ten sam pomysł wpadło przynajmniej troje naszych znajomych (plus ich rodziny i znajomi). Wyobraziłam sobie nepalskie Krupówki i wymiękłam.

Machnęłam więc ręką na weekendowe wypady i zabrałam się za planowanie wakacji w pewnym bardzo egzotycznym kraju z zabytkowymi pociągami. Kupiłam bilety, zabrałam się za hotele, ale wyszukiwarka uświadomiła mi, że:

It's busy in Sopot/Warsaw/Cracow/... on your selected days, so prices might be higher than normal. Tip: Try different dates if you can.*

Idźcie sobie pograć gdzie indziej, chłopaki!

--------------

Póki co - zdjęcia naszego jaipurskiego hotelu. Można dostać oczopląsu, ale przynajmniej nie pozostawia wątpliwości, gdzie się budzisz!

hotel 3

hotel 4

jaipur hotel 1

hotel 7

hotel 8

hotel 9

hotel 11

* W wybranych przez Ciebie datach jest duży ruch  w Sopocie/Warszawie/Krakowie, więc ceny mogą być wyższe. Rada: Wybierz inne daty.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

obiad poludniowoindyjski 1

Thali - zestaw dań, składający się z różnych chlebków, ryżu, warzyw, marynat, sosów.

fot. Wikipedia

Tiffin carrier, czyli dabba, czyli po prostu menażka na obiad. W Bombaju istnieje cały rozbudowany system dostarczania obiadów z domów do miejsc pracy. W Delhi tego nie widuję, aczkolwiek sąsiadowi, właścicielowi sklepu na naszym rynku, służący przynosi codziennie obiad w takiej właśnie menażce. Widziałam też wersje plastikowe, przypominające duże termosy.

Krótki film o dabbawallas:

Wbrew pozorom, Indusi nie jedzą codziennie poza domem i nie za bardzo mają zaufanie do street food. Nie ma to, jak domowy posiłek! My też, po ograniczeniu ilości posiłków "na mieście" zauważyliśmy dużą poprawę stanu naszych żołądków :)

sobota, 21 kwietnia 2012

Tradycyjna kuchnia bengalska obfituje w dania rybne. Ojciec mojej znajomej, pochodzący właśnie z Bengalu, je ryby codziennie! Nie dziwi zatem, że największy targ specjalizujący się w rybach znajduje się w dzielnicy zamieszkałej przez Bengalczyków, Chittaranjan Park.

Jeździmy tam zazwyczaj raz w miesiącu, zawsze wieczorem (otwiera się po południu). Ciężko było na początku się połapać w nieznanych nam gatunkach ryb. Zapisywaliśmy w notesie i sprawdzaliśmy w domu w Google :) Preferujemy ryby morskie, a Bengalczycy jedzą też słodkowodne. W końcu zdecydowaliśmy się na red snapper (Wikipedia twierdzi, że w Indiach są to inne, podobne gatunki, nieprawidłowo nazywane red snapper, ale kto by wnikał) oraz bramę (po łacinie brama brama). Obie są bardzo smaczne!

Sam targ może nie powala aseptycznością, ale dzięki dużemu przerobowi ryby są rzeczywiście świeże, o wiele bardziej niż w nielicznych sklepach, które widziałam, gdzie może ryby były przechowywane w lodówkach, ale za to o wiele za długo ;). Sir jest poza tym niezłym ekspertem, jeśli chodzi o kupowanie ryb i kitu mu nie wcisną!

Niestety wraz z przyjściem lata musimy zaniechać naszych wypraw. Ryby nie znoszą dobrze upałów, ruch na targu słabnie, mniej klientów, mniej towarów. Za to więcej much! Wrócimy w październiku.

delhi, targ rybny 2

Delhi targ rybny 1

Delhi, targ rybny 3

Delhi, targ rybny 5

Delhi, targ rybny 6

Delhi, targ rybny 7

Delhi, targ rybny 4

Delhi, targ rybny 8

czwartek, 12 kwietnia 2012

Dwa dni temu śniło mi się, że pada deszcz. Bardzo nie chciałam się obudzić. Oczywiście okazało się, że ten szum to tylko wiatrak pod sufitem, a nie plucha za oknem. Tak, wiem w Polsce przednówek i kiełkujące w piwnicy ziemniaki, a ja tu marudzę ;) Wszyscy czekają na słońce i co najmniej dwadzieścia w cieniu. Mam!!! Komu? Komu? Zbywa mi z 10 stopni.

Upały w Delhi to nie tylko dyskomfort termiczny. To także przerwy w dostawie prądu i bolesny deficyt wody. Jeszcze na dobrą sprawę się nie zaczęły, a już kontener z wodą codziennie parkuje na ulicy - czy to przed naszym, czy przed sąsiadów domem. 

Upały to też problemy żołądkowe. Mieszkając tu dłużej może człowiek i nabywa odporności, ale jak zaraza dopadnie, to porządnie. 3-4 dni to absolutne minimum i nie ma zmiłuj. Nikt przy zdrowych zmysłach nie je w tym czasie mięsa czy ryb (które nawiasem mówiąc i w innych porach roku są też dosyć ryzykowne i mało apetyczne), mogą być kilkakrotnie rozmrożone i zamrożone.

Wysyp owoców rekompensuje inne braki. Mamy teraz sezon na papaje, arbuzy, a za moment pojawi się przepyszne mango! Sir wynalazł absolutnie fantastyczny przepis na chłodnik pomidorowo-arbuzowy i już się uzależniłam!

A tego dnia (tego dwa dni temu) naprawdę rozpętała się burza. Deszczu było co prawda tyle, co w naparstek, ale piaskuuuu... Wyszłam na balkon zamknąć drzwi i wróciłam zgrzytając zębami. Potem przez całą noc błyskało. Na sucho. Takich rzeczy w Delhi o tej porze roku nawet S. nie widziała. A mieszka tu już prawie 30 lat (na oko, nie śmiem pytać ;) )

---------------------------------------------------------------

Poniższe zdjęcia miały być z okazji Wielkiej Nocy, ale się okazało, że święta podstępnie minęły, zanim się zdążyłam zorientować!

O jajkach mianowicie miało być! Można złapać taką zgrzewkę z ulicy (może już nawet ugotowane  - w tej temperaturze wcale bym się nie zdziwiła ;) :

jajka rynek

Ale są też i takie arystokratki z rodowodem (near organic!! czyli: stały obok ekologicznych). Na każdym jajku hologram - ACTA nam niestraszne!!!

jajka 1

 I zapewnienia, jakie to świetne życie rodzicielka owych wiedzie - bez klatki i na bogatej diecie (całe kurze menu wymienione). Nieodłącznym elementem opakowań w Indiach jest czerwony lub zielony znaczek (kółeczko w kwadracie) oznaczający wegeteriański bądź niewegetariański produkt (jajka są non veg, stąd np. 2 rodzaje majonezu - veg (bez jajek) i non veg (jajeczny). Niewegetariańska może być też pasta do zębów (sic!).

jajka 2

A po spożyciu (jajek) prosimy zniszczyć (pudełko), bo przecież nie takie rzeczy w Indiach się podrabia. 

------------------------------------------------------------------------

Skoro uzupełniam zaległości: z serii transport rodzinny.

Mi się osobiście na takie widoki podnosi ciśnienie, ale to zapewne MÓJ problem.

delhi ulica 1

Więcej grzechów nie pamiętam, żadnych nie żałuję, a na temat poprawy możemy negocjować ;)

Wszystkie zdjęcia i teksty, o ile nie zaznaczono inaczej, są mojego autorstwa i do mnie należą prawa autorskie. Jeśli chcesz skorzystać - zapytaj.