O życiu z oddali, czyli z Delhi. Dzień po dniu zdrapuję lakier egzotyki z indyjskiej codzienności, aby pokryć ją patyną własnych doświadczeń. Czasami jednak muszę uciec stąd i o tym również piszę.
piątek, 22 kwietnia 2011

Ano, po tym, że pogryzły mnie dzisiaj komary. Przykładny polski komar nie rzuciłby się na mięso w Wielki Piątek, prawda??

A tak na serio: niby tych chrześcijan tu nie tak wiele (2,3% w skali kraju), ale wyraźnie puściej dziś na ulicach.  A może tak mi się wydaje :)

Już nie nadążam za tymi świętami tutaj. Tzn. główne znam, ale jest też mnóstwo pomniejszych, które przez jednych są obchodzone, przez innych nie. Np. kilka dni temu poczułam swąd dymu dochodzący z ulicy, zaraz potem usłyszałam jakieś śpiewy. Wychyliłam się z balkonu i moim oczom ukazał się taki widok:


 

Do tej pory nie wiem, o co chodziło.

Po takim przydługim wstępie chciałabym życzyć wszystkim, którzy obchodzą Wielkanoc wiosennych, radosnych Świąt, a tym, którzy nie - po prostu miłego odpoczynku!

wtorek, 19 kwietnia 2011

To NIE jest indyjska prowincja, tylko samo New Delhi - ok. 17  km od centrum.

Nie wiem, po co w Delhi mają ogród zoologiczny, skoro na ulicach można podziwiać faunę z (czasami zbyt) bliskiej odlgłości. Czegóż tu nie ma! Od słoni, krów, osłów, kóz po wszechobecne psy, małpy, mnóstwo wiewiórek, a czasami nawet szczury. Kiedyś znajomy Indus stwierdził po podróży do Europy, że Indie to jednak są bardziej ekologiczne, bo zwierzęta w takiej symbiozie z człowiekiem żyją... No cóż, słowo ekologia rozumiem nieco inaczej, ale może chodziło mu o to, że jako jedyne są żywo zainteresowane przetwarzaniem ulicznych śmieci. :)

czwartek, 14 kwietnia 2011

Bardzo jestem ciekawa opinii innych osób na temat Indii, staram się swoje wrażenia konfrontować, gdzie się tylko da. Ostatnio w Wysokich Obcasach natrafiłam na wywiad z orientalistą Piotrem Balcerowiczem  pod euforycznym tytułem "Tata kupuje Zachód"(2008), w którym już na wstępie próbuje zawstydzić Polaków:

To czego powinniśmy się uczyć od Hindusów?

Jest krótka i prosta odpowiedź. Budowę metra w Delhi rozpoczęto dziesięć lat temu. Do dziś oddano trzy linie o łącznej długości 70 kilometrów, przez najbliższe dwa lata dojdzie sto kilkadziesiąt kilometrów. Warszawiakowi nie trzeba chyba więcej tłumaczyć.

Tak, proszę Państwa! Dziś (2011) to już prawie 200 km linii, ponad 140 stacji!! Natomiast zaawansowanie metra warszawskiego woła o pomstę do nieba. Budowę rozpoczęto oficjalnie w 1983 roku (!!!!). W tym czasie (dokładnie 28 lat jutro!!) w Warszawie ukończono 23 km metra, czyli marne 12% tego, co w Delhi. Wstyd i poruta!

Tylko czy na pewno? Czy to rzeczywiście takie cudo techniki, efektywności i postępu?Idę na  najliższą stację metra i COŚ mi tu nie gra. Jak zachwyca, skoro nie zachwyca? A jak COŚ mi nie gra, to potrafię drążyć i drążyć. Przyjrzyjmy się zatem, co to za produkt, który nam wciska pan Balcerowicz tak ochoczo i czy warto by go było nabyć na miejsce tego, który już posiadamy.

Metro, jako system transportowania określonej grupy ludzi w określonej przestrzeni, powinno być chyba porównywane właśnie w tych kontekstach. Powierzchnia Warszawy to ok.1/3 powierzchni Delhi, natomiast liczba mieszkańców to zaledwie 10% w odniesieniu do indyjskiej stolicy!!! Tak, jest trochę ciasno (patrz tabelka). Jak więc stan obu systemów metra prezentuje się na tych tłach? Otóż na każdy km metra w Warszawie przypada prawie 75 tys. mieszkańców, podczas gdy w Delhi ponad 88 tys. Słabo. Jeszcze gorzej jest, jeśli weźmiemy pod uwagę ilość stacji, między którymi w Wawie jest odległość średnio 1,1 km, a w Delhi 1,3. Myślę, że to istotny czynnik dla użytkowników. W Wawie na jedną stację przypada prawie 82 tys. mieszkańców, a w Delhi 118 tys..

Do tego trzeba jeszcze wziąć pod uwagę trzy sprawy:

  • W Warszawie, oprócz metra, działa (skromny, bo skromny, ale jednak) system kolejek podmiejskich i tramwaje.
  • W Warszawie metro przeprowadzone jest w całości pod ziemią. Nawet tunel na wschodni brzeg Wisły będzie przebiegał pod dnem (szkoda, wolałabym podziwiać widoki), ale znaczy to po prostu, że nie musimy oglądać betonowych szkaradzieństw nad głowami, a i estetyka większości delhijskich stacji pozostawia wiele do życzenia, co już kiedyś pokazywałam. Może więc warto trochę poczekać (byle nie 25 lat :)), żeby potem nie oglądać codziennie budowlanych potworków.
  • Co nagle, to po diable. Niestety potwierdziła się ta reguła przy budowie metra w Delhi, co miało bardzo tragiczne skutki.
Komunikacja w Warszawie jest koszmarna i nie daje powodów do radości. Paradoksalnie odczuwam to bardziej teraz, odwiedzając ją tylko od czasu do czasu. Notorycznie spóźniam się na spotkania, gdyż nie jestem w stanie realnie oszacować potrzebnego czasu. Moja ostatnia próba dojazdu do Ursusa z Centrum i z powrotem to była istna odyseja. Jeśli jednak mamy do kogoś równać, to raczej nie do Delhi.
Doceniam starania p. Balcerowicza w kwestii przybliżenia Polakom obrazu współczesnych Indii, ale to, co robi, zakrawa na propagandę - tendencyjną i jednostronną. W gruncie rzeczy to niedźwiedzia przysługa, bo z im bardziej wyidealizowanym obrazem Indii tu przyjeżdżasz, tym bardziej się na miejscu rozczarujesz.

Źródła danych: Wikipedia (metro w Warszawie), Wikipedia (Delhi metro), Metro Warszawskie, Delhi Metro Rail oraz obserwacje własne :))
wtorek, 05 kwietnia 2011

Taaak, mam głupawkę :)))  Tak, wrócę na poważnie i tak, wrócę ze słowem pisanym.

Wszystkie zdjęcia i teksty, o ile nie zaznaczono inaczej, są mojego autorstwa i do mnie należą prawa autorskie. Jeśli chcesz skorzystać - zapytaj.