O życiu z oddali, czyli z Delhi. Dzień po dniu zdrapuję lakier egzotyki z indyjskiej codzienności, aby pokryć ją patyną własnych doświadczeń. Czasami jednak muszę uciec stąd i o tym również piszę.
środa, 21 grudnia 2011

Znowu Święta! Jak to? Dopiero skończyły się poprzednie, ze stołu sprzątnięte, pozmywane, a tu wszystko od nowa: szczotki w ruch, gary, miksery, do stołu nakrywać... Wszyscy tacy zalatani, że taczek nie mają czasu załadować. Dociera do mnie co nieco świątecznej atmosfery. Można w Indiach kupić choinkę, tu i ówdzie widać dekoracje. Oczywiście przoduje pod tym względem katolickie Goa, gdzie nawet my się załapaliśmy na trochę kristmasa. Poniżej zdjęcie z hotelowego hallu. Jak widać, dzieci pod każdą szerokością geograficzną reagują na choinkę tak samo: DOTKNĄĆ! (Przyznać się, kto przynajmniej raz nie stłukł bombki "oglądając" :)) 

Cieszę się jednak, że jestem trochę poza. Jak każdy owczy pęd, i ten wywołuje u mnie opór. Zamiast oderwać się od codzienności, wiele osób dokłada sobie do kieratu, "bo święta". 

Z tymi listami do Mikołaja to też jest niezły przekręt. Wydaje się, że to świetny interes: napiszę list i dostaję prezent. Gdy jednak sobie dumałam, co bym chciała dostać, wyszło mi, że właśnie... list, a najlepiej kilka. Nie ma lepszego i hojniejszego prezentu, niż czas, uwaga, zaufanie, a to jest właśnie niezbędne do napisania listu (ok., mail też podpada pod tą kategorię, ale nie trzyzdaniowy! :) ).  Można pierogami wyrażać miłość, ale słowa to jednak  danie de luxe, nie rezygnujmy z nich! 

Ja Wam, kochani znajomi i nieznajomi Czytacze i Czytaczki, życzę spędzenia tych Świąt po swojemu, jako przyjemnej (ale nie banalnej) wycieczki od codzienności i okazji, by się jej (i sobie) przyjrzeć z dystansu. Można niezłe dziwy ujrzeć :)) 

Dobrze, ja jednak długo na koturnach nie wytrzymuję :)) To jeszcze świetnej imprezy Sylwestrowej. Poniżej przygotowania do nocnych tańców hulańców na goańskiej plaży. 


niedziela, 18 grudnia 2011

Długo po festiwalowej porażce nie płakaliśmy (właściwie w ogóle :)). Wzięliśmy listę z programem - festiwal nas może ominąć, ale filmy nie muszą, poszukamy ich gdzie indziej :) W rezultacie mieliśmy więcej czasu na przyjrzenie się stolicy Goa, Panaji i wycieczki po okolicy.

Pierwsze moje zaskoczenie: w Panaji można spacerować ulicami, co w Delhi nie jest tak oczywiste. Co prawda trzeba uważać na rowy przy krawężnikach, ale to naprawdę drobiazg. Budynki są raczej niewysokie, jest też kilka kamienic. Kiedy ja ostatnio widziałam kamienicę? W ogóle w Panaji często miałam wrażenie déjà vu. Bardziej przypominało mi śródziemnomorskie miasteczko, niż Indie. Czemu się dziwić, Portugalczycy przybyli tu na początku XVI w., a "wyprowadzili" się dopiero w latach 60-tych XX wieku. Starsi ludzie mówią jeszcze po portugalsku, pełno jest tu portugalskich nazwisk, nazw budynków, dzielnic itp. Większość mieszkanców Goa jest (dumnymi) katolikami, kościoły widać na każdym kroku. Poniżej barokowy kościół Niepokalanego Poczęcia z 1540 roku...

... i widok z jego schodów na miasto:

Wiele domów było świeżo pomalowanych na bardzo żywe kolory. Jednak nawet te zaniedbane miały w sobie wiele uroku.

Szczególnie spodobała nam się dzielnica Fontainhas, gdzie portugalskie wpływy są najbardziej widoczne. Jest tu też kilka ciekawych knajpek.

Zamiast hinduskich swastyk widać krzyże i... koguty.

I takie retro-cudo odkryliśmy (bo normalnie na ulicach jeżdżą niemal wyłącznie nowe i bardzo nowe samochody).

Tagi: Goa
11:20, asiaya , W drodze
Link Komentarze (10) »
niedziela, 11 grudnia 2011

Spędziliśmy pół dnia na goańskim lotnisku w oczekiwaniu na nasz samolot do Delhi, którego odlot przekładano 4 razy. Lotnisko to, powiedzmy sobie szczerze, nie oferuje zbyt wiele rozrywek, aczkolwiek, owszem, reprezentuje bardzo nowatorską oprawę wizualną. Miejsca dla osób niepełnosprawnych są np. udekorowane następującą ilustracją (nazwałam ją Madonna współczująca) :

Zamiast popularnych u nas gipsowych figur krasnoludków, gdzieniegdzie pojawiają się figury à la Gandhi:

Na dwóch (z trzech dostępnych w naszej sali odlotów) ekranach leciał bollywoodzki serial. Po najświeższe informacje o locie trzeba było co chwilę biegać na drugi koniec sali do jedynego ekranu pokazującego aktualne czasy  odlotów. Lub bezpośrednio do bramki. W zasadzie mogliby zorganizować nawet karaoke, bo mikrofon do zapowiedzi był ogólnie dostępny – wisiał sobie na ścianie przy wejściu do poczekalni. Sir namawiał mnie, żebym zaśpiewała do mikrofonu, ale obawiałam się, że szybko spacyfikowałyby mnie służby antyterrorystyczne.

Gdy w końcu dostąpiliśmy zaszczytu wstąpienia do bram... mhmm... niebiańskich, okazało się, że mamy do wyboru dwa loty: do Delhi i do Chennai. Pierwszy raz widziałam, żeby jednocześnie „boardingowano”  dwa samoloty w tej samej bramce! Ekran nad nią zgłupiał i nie pokazywał już żadnej informacji, więc pasażerowie pytali wszystkich wokół: „Dokąd ten lot?” Ja na wszelki wypadek zapytałam nawet stewardesę witającą nas w samolocie.  Sir (esteta jeden!) stwierdził, że wsiada do samolotu po lewej, bo jest fajniejszy. Można i tak.

W ramach rekompensaty wszyscy dostali darmowy posiłek, co zostało przyjęte oklaskami  (to tanie linie lotnicze, więc normalnie się płaci). Kapitan przeprosił za spóźnienie i dodał rezolutnie, że przylecieć wieczorem do Delhi „is also good!”. Ogólnie był bardzo wyluzowany i powtarzał „anyway” i „relax”. Pomyślałam, że dostał jakieś dobre szkolenie z adaptacji kulturowej (nie był Indusem). To jest właśnie to, co wszyscy zalecają obcokrajowcom, którzy przeprowadzają się do Indii: WYLUZUJ! Co to znaczy w praktyce? Trzeba się pozbyć uczucia, że człowiek ma na cokolwiek wpływ lub jakikolwiek wybór! Im szybciej, tym lepiej. Trzeba też nauczyć się zbyt wiele nie chcieć, a przynajmniej niezbyt szczegółowo. Kiedyś np. zamawiałam przez telefon  wodę mineralną określonej marki (kilka kartonów), a z reguły przywożono mi dokładnie tą drugą. Co ciekawe, gdy zamawiałam tą drugą, przywożono mi ... pierwszą! I tak w kółko. Od razu chwytałam za telefon i reklamowałam. Dzisiaj nie tylko przyjmuję przesyłkę („is also good!”, a raczej „also fuj!”), ale nawet zamawiając wyrażam doskonałą obojętność . Na podchwytliwe pytanie sprzedawcy, jaką markę sobie życzę (znam te twoje numery, znowu przyślecie mi coś dokładnie odwrotnego i będę się denerwować), odpowiadam: „Jaką PAN sobie życzy!!” Taka jestem cwana :)

A kapitan miał rację! Bonusem wieczornego powrotu okazał się widok zachodu słońca tak piękny, jak tylko z samolotu można obserwować:

czwartek, 08 grudnia 2011

Plaża jest (przeważnie) pustawa i nie otaczają nas tłumy, jak to bywa na indyjskiej ulicy. Jednak nawet tutaj widać ludzi, którzy korzystają z każdej szansy, by zarobić parę groszy. Najczęściej widuję Induski sprzedające cieniutkie plażowe koszule i biżuterię. Jednak są i bardziej oryginalne pomysły na życie. Nie wiem, czy bardziej intratne...


Po złożeniu "scena" jest przenoszona:

Tagi: Goa
20:13, asiaya , W drodze
Link Komentarze (2) »
środa, 07 grudnia 2011

Chciałabym mieć taki wybór przynajmniej raz w tygodniu...

Przepiękne kolory, nigdy nie widziałam takich kolorowych (hehehe) lobsterów. Szkoda, że po ugotowaniu wszystkie stają się różowe.

Nasza barrakuda. Nie patrzy jej dobrze z gęby. Bo to drapieżnik jest!

Rekin sąsiadów. Sir stwierdził, że tutaj raczej więcej rekinów jest zjadanych przez ludzi, niż odwrotnie. 

Tagi: Goa
18:00, asiaya , W drodze
Link Komentarze (12) »
wtorek, 06 grudnia 2011

Wypływa o zmierzchu na łódeczce z dwóch kawałków drewna powiązanych sznurkiem. Kilka godzin wcześniej w tym samym miejscu rozwrzeszczana dzieciarnia zataczała kółka na skuterze wodnym. Czyli Indie właśnie.

Zdjęcia by Sir 

Tagi: Goa
20:05, asiaya , W drodze
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 05 grudnia 2011

Najpierw szliśmy, szliśmy, szliśmy. Potem zwrot w tył i szliśmy, szliśmy, szliśmy. Po drodze mijaliśmy tylko ptaki, psy i jedną krowę. Kilka osób, ale z daleka. I tej plaży ponoć jest 27 km. Jutro idziemy w drugą stronę.

Jeśli bym miała się do czegoś przyczepić, to chyba tylko do tego, że zmrok zapada zbyt wcześnie (ok.18.00) I woda w morzu za ciepła :)

Poza tym mamy w hotelu mnóstwo Rosjan i nieco Polaków. Ludzie, nie kłóćcie się publicznie z małżonkami, myśląc,że nikt was nie rozumie :)

Tagi: Goa
19:45, asiaya , W drodze
Link Komentarze (10) »


... inni się lenią. Na górnym zdjęciu: Dziewczyny na plantacji przypraw przygotowują z kwiatów wieńce dla gości. Czasami przerywają pracę i tańczą w kółku, śpiewając i klaszcząc. 

Na dole: Ganga ma w nosie współczesne kanony piękna, nie tańczy i nie klaszcze, a i tak wszyscy się nią zachwycają. Jak ona to robi? :))

Tagi: Goa
04:24, asiaya , W drodze
Link Komentarze (4) »
sobota, 03 grudnia 2011

Na razie tylko pocztówki...

Tagi: Goa
13:36, asiaya , W drodze
Link Komentarze (6) »
piątek, 02 grudnia 2011

... powinna być mobilna!


Tagi: Goa
12:48, asiaya , W drodze
Link Komentarze (4) »
czwartek, 01 grudnia 2011

... gdyby się kto pytał :) To tylko 2,5 h samolotem z Delhi, gdzie już powoli zaczyna się zima, ale tak naprawdę inny świat! Jest gorąco (ok.30 stopni), jest parno, ale podoba mi się BARDZO!!!!

Tagi: Goa
21:06, asiaya , W drodze
Link Komentarze (16) »
Wszystkie zdjęcia i teksty, o ile nie zaznaczono inaczej, są mojego autorstwa i do mnie należą prawa autorskie. Jeśli chcesz skorzystać - zapytaj.