O życiu z oddali, czyli z Delhi. Dzień po dniu zdrapuję lakier egzotyki z indyjskiej codzienności, aby pokryć ją patyną własnych doświadczeń. Czasami jednak muszę uciec stąd i o tym również piszę.
Blog > Komentarze do wpisu

Jak u Pana Boga w Kerali 1

Kerala jest szczególnym miejscem na mapie Indii. Reklamowana jako God's own country (kraj należący do Boga) może nie jest rajem na ziemi, nie jest najbogatszym stanem, a na dodatek jednym z najgęściej zaludnionych, ale zdaje się, że udało się tam zwalczyć przynajmniej niektóre problemy trapiące indyjskie społeczeństwo. Przede wszystkim Keralczycy nie są analfabetami. Według ostatniego spisu powszechnego sprzed dwóch lat 94% z nich potrafi czytać i pisać, w tym 96% mężczyzn i 92% kobiet. Tak mała różnica jest ewenementem na skalę Indii. W Radżastanie np. wskaźniki te wynoszą odpowiednio 81% i 53%, co wyraźnie pokazuje wagę, jaką się tam przykłada do edukacji dziewczynek.

Na pewno jest Kerala stanem najbardziej rozpolitykowanym. Od 1957 roku, kiedy demokratyczne wybory wygrała Komunistyczna Partia Indii (pierwszy taki przypadek na świecie), władza przekazywana jest między nią, jej następcami i sojusznikami (Lewicowy Front Demokratyczny), a popularnie zwanym Kongresem, czyli partią rządzącą Indiami i ich sojusznikami (Zjednoczony Front Demokratyczny). Ta ostatnia jest obecnie u władzy, ale symbole komunistyczne są bardzo widoczne w keralskim krajobrazie.

Protest rybaków przeciwko ograniczaniu połowów przez Indyjską Marynarkę Wojenną. Podczas, gdy oni sami protestują na statkach, ich żony słuchają przemówień.

Trudno nawet sobie wyobrazić, jak ogromną rolę w aktywizowaniu społeczeństwa odgrywa edukacja - szczególnie na podstawowym poziomie. W Kerali naprawdę WIDAĆ różnicę i widać też sporo czytających osób.

Bardzo charakterystyczne są tutaj czytelnie z bezpłatną prasą (w języku malajalam) utrzymywane przez komunistów. Dekoracja nie pozostawia co do tego wątpliwości.



Po lewej: Motyw ten wykorzystał w swojej instalacji "Five rooms of clouds" artysta z RPA, Clifford Charles. Pokazywana była na pierwszym indyjskim Biennale, które odbywało się w grudniu w Kochi i mieliśmy okazję je zwiedzić.

Po  prawej: pędzę obejrzeć Indirę z bliska. Proszę się nie sugerować moim strojem - było naprawdę gorąco. Niestety, po pierwszym dniu na słońcu byłam już tak spieczona, że do końca wyjazdu musiałam zakrywać nawet ramiona i łydki :)


 

 

 

niedziela, 13 stycznia 2013, asiaya

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
alicjakaja
2013/01/14 14:44:11
Bardzo to wszystko ciekawe, co piszesz... Tak naprawdę nie miałam pojecia, że tak to tam wyglada. W Rajasthanie faktycznie ma się wrażenie, ze ludzie są mocno zacofani. Ale ma to też swoje dobre strony. Nie są (przynajmniej nie wszędzie) jeszcze tak bardzo zepsuci przez turystów, są bezinteresownie zyczliwi. I jacys tacy... radośni mimo tej biedy mi sie wydawali. Nie wiem, czy to sie zmieniło, ale zdaje się, że Rajasthan jest najbiedniejszym stanem w Indiach (?).
-
asiaya
2013/01/14 16:06:55
Małgosiu, bo to ciekawy stan, ta Kerala :)
Mierząc PKB na głowę, Kerala jest jednym z najbogatszych stanów. Na pewno pomagają tutaj pieniądzę płynące od rodaków pracujących w bogatych krajach Zatoki Perskiej. Radżastan jednak wcale nie jest najbiedniejszy, taki Mizoram np. ma mniejsze PKB/głowę, a a analfabetyzm tylko 5-7% i jest na drugim miejscu zaraz za Keralą.
Domyślam się, że w Radżastanie ważną rolę odgrywają kwestie religijne.
To chyba smutna reguła, że w miejscach turystycznych aż się roi od różnych cwaniaków, ale Kerala jest turystyczna i mimo to podróżowanie po niej jest raczej relaksujące :)
-
Gość: Ewa, *.galatea.pl
2013/01/15 18:30:32
Już ich lubię, pomimo tych komunistycznych znaków :))))
-
asiaya
2013/01/15 20:00:14
Dają się naprawdę lubić, a już szczególnie dzieci! :)
Wszystkie zdjęcia i teksty, o ile nie zaznaczono inaczej, są mojego autorstwa i do mnie należą prawa autorskie. Jeśli chcesz skorzystać - zapytaj.