O życiu z oddali, czyli z Delhi. Dzień po dniu zdrapuję lakier egzotyki z indyjskiej codzienności, aby pokryć ją patyną własnych doświadczeń. Czasami jednak muszę uciec stąd i o tym również piszę.
Blog > Komentarze do wpisu

Lorca w Delhi

Kiedy dostałam zaproszenie na spektakl Federico Garcii Lorki w tutejszym Instytucie Cervantesa, uświadomiłam sobie, że ostatni raz byłam w teatrze w czerwcu 2011 roku! W Delhi istnieją co prawda teatry, ale jakoś do tej pory żaden mnie nie zaprosił ;)) Swoją drogą - nie pamiętam, kiedy płaciłam tutaj za wstęp na imprezę kulturalną - pomijając oczywiście kino, do którego chodzę w Delhi bardzo rzadko. Mnóstwo koncertów, pokazów tańca, nie mówiąc już o wystawach, jest za darmo, ewentualnie na zaproszenia, o które wcale nie tak trudno. 

Zatem poszliśmy. Nie będę się rozpisywać o samej sztuce ("Kiedy minie pięć lat") czy o kunszcie indyjskich (z jednym wyjątkiem) aktorów. Późno jest. Poszłam zaznać nieco teatralnej atmosfery i dostałam jej z naddatkiem. Przy tym mogłam bezkarnie robić sobie zdjęcia, więc się dzielę.

Ach, ten szmerek przed rozpoczęciem spektaklu...

Nikhil Murali i Sonali Sharma jako para kochanków

Gilles Chuyen - służący. Swoją drogą to świetny dowcip, że jedyny biały spośród aktorów gra służącego. Poza tym indyjska uroda świetnie - moim zdaniem - wpasowała się w andaluzyjskie postacie. 

Sunit Tandon (niegdyś był prezenterem wiadomości!) i Arti Nayyar

Uma Katju, która podobała mi się najbardziej (śpiewała cudownie melodyjnym głosem, chętnie posłuchałabym więcej),...

...więc jeszcze raz!

Kavita Seth, czyli kobieta odrzucona i odrzucająca.

Reuben Israel

A w drodze powrotnej śpiewaliśmy melodie ze spektaklu. To chyba o czymś świadczy...

piątek, 30 listopada 2012, asiaya

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/11/30 23:00:39
a w jakim jezyku byl spektakl?
-
asiaya
2012/11/30 23:04:46
Po angielsku - na dodatek BEZ indyjskiego akcentu, którego się trochę obawiałam. Czasami po prostu psuje mi całą przyjemność, muszę się koncentrować na znaczeniu.
-
Gość: Ania, 112.198.129.*
2012/12/01 04:35:26
Właśnie teatr to jedna z tych spraw, których brakuje mi najbardziej, bo w Manili mamy jedynie...musicale w amerykańskim stylu, a to nie moje klimaty:(
Życzę Ci więcej takich wieczorów!
-
asiaya
2012/12/01 05:27:11
Aniu, musicale to też nie moja bajka - byłam chyba tak naprawdę raz - z turystycznego "przymusu" w Londynie.
W Delhi rzeczywiście w sezonie (czyli teraz) dzieje się bardzo dużo, czasami trudno wybrać! Dzisiaj np. zaczyna się Delhi Ibsen Festival (www.delhibsenfestival.com/schedule2012.php), a sztukę otwierającą reżyseruje Włodzimierz Staniewski!
Jutro spotkanie z Wojciechem Jagielskim! :))
Pozdrawiam!
-
2012/12/04 12:42:14
No Asiu, teatr w 2011 roku to i tak niedawno. Ja w ogóle nie pamiętam swojego ostatniego pobytu w tym przybytku. Może 2005? A w ogóle to na palcach policzyć życiowy ogół moich wizyt w tymże. Ciekawe zdjęcia :). W jakim języku była ta sztuka? Amisha
-
asiaya
2012/12/04 15:03:29
Amisho, czasami trudno, wiem. Czy Twoi chłopcy już by usiedzieli spokojnie na sztuce np. lalkowej? Bo masz niezbyt daleko takie dwa przybytki :) Poza tym polecam coroczny festiwal Teatrów "W walizce" www.rp.pl/artykul/894171.html
Część spektakli odbywa się na ulicy, więc jeśli dzieciakom się znudzi, można sobie pójść. 2 lata temu - o ile dobrze pamiętam - był tam nawet teatr z Indii!!!
-
asiaya
2012/12/04 15:08:41
Aaa, sztuka była po angielsku i bardzo ładnie mówili, bez silnego akcentu, czego się obawiałam. Oczywiście rozumiem, że każdy ma prawo mieć swój akcent, ale muszę się tak koncentrować na znaczeniu wtedy, że tracę z tego przyjemność. Tu było super!
A propos, oglądałam 2 wywiady A. Ray - jeden w amerykańskiej TV, drugi w indyjskiej i -serio!!- mówiła z 2 różnymi akcentami! Tak rozumiem dobry warsztat aktorski :)
Wszystkie zdjęcia i teksty, o ile nie zaznaczono inaczej, są mojego autorstwa i do mnie należą prawa autorskie. Jeśli chcesz skorzystać - zapytaj.