O życiu z oddali, czyli z Delhi. Dzień po dniu zdrapuję lakier egzotyki z indyjskiej codzienności, aby pokryć ją patyną własnych doświadczeń. Czasami jednak muszę uciec stąd i o tym również piszę.
Blog > Komentarze do wpisu

Wracam z Marsa

Ostatnio mój znajomy rzucił w rozmowie: "Świat, który znaliśmy, już nie istnieje". Zapadło mi to w pamięć. Nie jestem jednak pewna, który świat miał na myśli. Prawdopodobnie jego świat dosyć się różni od mojego, a mój teraźniejszy od mojego wcześniejszego. 

Ostatnio dość niespodziewanie nadarzyła się okazja, abym przez ok 3 tyg. spojrzała na tutejszą rzeczywistość z perspektywy biura i luksusowego hotelu. To naprawdę inny świat.

 

Trzeba Wam bowiem wiedzieć, że pięciogwiazdkowe hotele w Indiach to coś dużo więcej, niż miejsce do przenocowania. Odbywa się w nich całe mnóstwo imprez typu konferencje, sympozja, spotkaniay firmowe, pokazy mody, degustacje, itp. To są wielkie kombinaty z kilkoma kawiarniami, klubami, restauracjami (jeden z kucharzy mówił mi, że u niego w hotelu jest ich siedem! ), biurami do wynajęcia na dowolnie wybrany czas, sklepami (nawet piekarnią!), centrami SPA, siłowniami, basenami. Muszą też z konieczności dysponować własną infrastrukturą energetyczną, zaopatrzeniem w wodę, itp. Gdy dostaniesz się w objęcia takiego hotelu, to jakbyś wpadł/a w dziurę w czasoprzestrzeni. Wokół przepych (w końcu jesteśmy w Indiach), nastrojowe oświetlenie, relaksująca muzyka sącząca się z głośników lub nawet przygrywający na żywo kwartet smyczkowy. Po lśniących kamiennych posadzkach małymi kroczkami suną panie w sari kapiących od dekoracji, obwieszone tonami złota i szlachetnych kamieni (jedna w towarzystwie trzech ochroniarzy, zapewne w celu strzeżenia nie tylko jej powłoki cielesnej, ale również co kosztowniejszych części garderoby). W każdym pomieszczeniu gości obserwują dyskretnie, gotowi na każde skinienie, wymuskani, ubrani w nienagannie odprasowane uniformy młodzi chłopcy i dziewczęta w starannym makijażu. Gdyby nie znaleźli rozwiązania dla Twojego problemu, chętnie przybędzie manager "How can I help you, ma'am?". W łazienkach, które bardziej przypominają buduary z szezlongami i toaletkami, pokojówka podaje ręcznik, wyciska mydło z dozownika i odkręca kurek. Wielkie było moje zakłopotanie na początku w Indiach, jak się takiej sytuacji zachować. Krępuje mnie tego typu usłużność, ale wiem, że wszelkie próby unikania (sama sobie wycisnę mydło, odkręcę wodę) powodują u nich tylko konfuzję i zmieszanie. Dzisiaj posłusznie akceptuję moją rolę odbiorcy usług, ale staram się też "wyjąć" nas obie z tego kontekstu - po prostu rozmawiając. Rano wpadałam do łazienki przywitać się z M., wzdychając: "Dzisiaj będzie ciężki dzień. Życz mi szczęścia". W przerwach, gdy zrzucałam szpilki, dając stopom poczuć przyjemny chłód marmuru i gdy doprowadzałam moje niesforne włosy do jako takiego ładu, M. pytała "How is it going, ma'am?". "It's crazy!" - odpowiadałam udając przerażenie i obie wybuchałyśmy śmiechem. Zawsze jednak musiała się znaleźć jakaś naburmuszona dama, której nie w smak były nasze chichoty i która krótkim, acz stanowczym "Przynieś mi grzebień i krem do rąk!" pokazywała M. jej miejsce w szeregu. Zresztą z moich obserwacji wynika, że prawdziwe VIPy są zazwyczaj miłe i bezpośrednie, najgorszy poziom prezentuje ten aspirujący plankton. 

Cieszę się jednak, że już wróciłam do mojego poprzedniego życia - do zawalonego papierami biurka z widokiem na świat (na przeciwległej ścianie mam mapę świata i lubię sobie na nią popatrzeć, gdy wzrok się zmęczy od gapienia w ekran), do pokrzykujących z ulicy obwoźnych sprzedawców, do własnoręcznie przygotowywanych posiłków i zielonej herbaty, do której zresztą dostałam nowy kubek, którym jestem, jak to się hmm mówi, ABSOLUTNIE zachwycona. Kubek jest zadedykowany tegorocznemu gościowi frankfurckich Targów Książki, czyli Nowej Zelandii.

"Żyję na skraju wszechświata, jak wszyscy inni zresztą" - głosi cytat nowozelandzkiego poety Billa Manhire (który jednak jest mi doskonale NIEznany, muszę przyznać) po niemiecku, angielsku i - przypuszczam - po maorysku.

Najbardziej jednak podoba mi się napis w środku: "Zanim u Was zrobi się jasno". Właśnie! Zanim u Was zrobi się jasno, ja już będę po pierwszej kawie! 

niedziela, 28 października 2012, asiaya

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
chihiro2
2012/10/28 12:02:09
Boski kubek i znakomity napis - prawda i u mnie, nawet w stosunku do Twojej strefy czasowej, hi hi :) I cytat mi się podoba :)
Cieszę się, że miałaś okazję poczynić obserwacje w świecie hoteli pięciogwiazdkowych, mam nadzieję, że będziesz się dzielić szczegółami (na pewno nie jestem jedyną osobą, którą ciekawią Twoje spostrzeżenia i przemyślenia). Ale jaki to luksus po tym wszystkim wrócić do swoich pieleszy, rano cieszyć się w spokoju porankiem, zamiast rozwiązywać problemy, które wydają się najważniejsze w świecie, prawda?
-
asiaya
2012/10/28 16:30:00
Tak, Chihiro, myślałam o tym pisząc to zdanie hihihi. W Japonii mam chyba (tak mi się wydaje) 3 albo 4 czytelniczki i do Was się to nie odnosi :))
Przez ostatnie 3 tygodnie miałam 1 wolny dzień, a w ostatnim tygodniu wracałam do domu najwcześniej ok 24.00. Jednej nocy wpadłam dosłownie na 4 godziny snu. Szaleństwo. Więc po pierwsze porządnie się wyspałam, a teraz wzięłam za nadrabianie zaległości. Również w delektowaniu się codziennością :)
-
Gość: askag12, 39.45.110.*
2012/11/02 10:09:55
,aspirujacy plankton' buhaha. u made my day, kochana!!!!
-
asiaya
2012/11/02 11:43:49
Asiu, to się cieszę :)) Doceniam ambicję jako motywację do rozwoju, ale mam już dość tych ciągłych performanceów pt. "Wiesz, kim jestem?" Rozumiem, że w społeczeństwie silnie shierarchizowanym podstawa to dobrze się zaprezentować, ale bez przesady, bo można popaść w śmieszność :)
-
Gość: askag12, 39.45.234.*
2012/11/05 06:37:49
tez uszami mi wychodza Ci Pakistanscy pseudoitleligenci i zeuropeizowani - chociaz nigdy w Europie nie byli - bufoni :)
pozdrawiam
-
asiaya
2012/11/06 09:46:56
Nie wiem, jak w Pakistanie, ale w Indiach zawsze musisz być KIMŚ :)) To nie jest kraj dla anonimów - tak przeczytałam ostatnio i podpisuję się pod tym obiema rękami!! Pozdrawiam, Asiu!
-
jan.szczepan
2013/10/07 16:45:34
Ja również pozdrawiam, wielki test zdajesz póki co pozytywnie - tak trzymać!
Wszystkie zdjęcia i teksty, o ile nie zaznaczono inaczej, są mojego autorstwa i do mnie należą prawa autorskie. Jeśli chcesz skorzystać - zapytaj.