O życiu z oddali, czyli z Delhi. Dzień po dniu zdrapuję lakier egzotyki z indyjskiej codzienności, aby pokryć ją patyną własnych doświadczeń. Czasami jednak muszę uciec stąd i o tym również piszę.
Blog > Komentarze do wpisu

Chamstwo i drobnomieszczaństwo ze mnie wylazło*

Zdecydowaliśmy się więc na nowe mieszkanie. Jest ich teraz w Delhi sporo, bo nowe apartamentowce wyrastają jak grzyby po deszczu. W zasięgu 1 km od mojego domu wyrosło ich co najmniej 4 w ciągu ostatniego roku. Burzy się stare parterowe budynki, a na ich miejsce powstają 3-4-5 piętrowe. Estetyka ich przypomina bardzo zachodnią (kuchnie, łazienki), używa się jednak nieporównanie więcej kamienia (marmury, granity), co mi się wydaje totalnie niepraktyczne w łazienkach. Do mycia tego nie można używać niektórych środków czystości, np. odkamieniaczy. Trzeba uważać, żeby nie kapnąć na nie np. żelem do toalety, bo autentycznie wypala dziurę w powierzchni. Nie stosuje się też drewna (co najwyżej cieniutkie panele - rzadko). Typowo indyjski pozostaje sam układ mieszkań: zamknięta kuchnia, salon, jadalnia często w głębi mieszkania, bez zewnętrznego okna (jest otwarta na salon albo na wewnętrzny dziedziniec) oraz mnóstwo sypialni z przylegającymi łazienkami. W łazience wanny nie uświadczysz (widziałam tylko raz), przeważają prysznice wyłożone glazurą lub kamieniem (nie ma brodzików). Natomiast w łazienkowej podłodze jest zazwyczaj kilka odpływów przykrytych sitkiem. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego te sitka nie są przytwierdzone na stałe. Poprosiłam właściciela, żeby je poprzyklejał. Przysłał ekipę, a po ich wyjściu dopiero co doczyszczona łazienka i kuchnia wyglądały jak po burzy piaskowej. Nie mam pojęcia, co to za technika, podziwiam rozmach.

Delhi, 17.10.2010 010

Wadą tego typu pryszniców jest to, że nieodpowiednio uszczelnione (czyli prawie wszystkie) po prostu przeciekają. Na podwieszanym suficie w łązience już zaczęły się pojawiać plamki i lojalnie poradziłam właścicielowi, żeby sprawdził prysznic sąsiadów z góry, bo ewidentnie przecieka (mieszkanie na górze jest identyczne, właścicielem jest wujek naszego, ale je również wynajmuje). Na razie to nie jest problem, ale za 2 lata sufit będzie do wymiany. Spojrzał na mnie, jak na wariatkę, a potem stwierdził, że zacieki powstały w wyniku użytkowania prysznica PRZEZ NAS. Zapytałam go od kiedy to woda leci DO GÓRY??? Potem jednak machnęłam ręką, bo szkoda mojego czasu na rozmowy z tym typem. Na razie plamki są niewielkie, a gdy zbutwiały sufit zwali się komuś na głowę, to to już nie będę ja :))

Odpływ pod zlewem w kuchni to dyndająca rurka wpuszczona w dziurę w podłodze (we wszystkich mieszkaniach). Nietrudno się domyśleć, że łatwo o zalanie całej kuchni, a i widok ziejącej czarnej dziury pod zlewem mnie nie bawi. Dopiero na naszą prośbę umocowano ją w odpływie:Delhi, 17.10.2010 005

Poza tym przeciekały WSZYSTKIE odpływy w zlewach (a mamy ich 4). W jednym z nich (który zresztą nam się szczególnie spodobał przy oglądaniu mieszkania), trzeba było wymienić rurkę odpływu, gdyż w założeniu miała się ona znajdować w lini prostej pod baterią, tak jak tutaj. Niestetyż przy montażu się bateria przesunęła w prawo (tu się robi wszystko na oko, już to przyuważyłam), a metalowej rurki niestety nie dało się wygiąć w lewo. Zamontowano ją jednak, a jakże, z tym, że tworzyła raczej atrapę odpływu (akurat dla oglądających mieszkanie), natomiast przy pierwszym użytkowaniu okazało się, że więcej wody spływa OBOK niż w niej. Zastąpiono ją więc harmonijkową rurką z tak cienkiego plastiku, że spokojnie można ją przebić szpilką. Nie wspomnę o takim szczególe, jak estetyka. 

Delhi, 17.10.2010 011

Najlepsze jednak było przed nami. W jednej z łazienek zauważyliśmy, że odpływ w sedesie nie funkcjonuje dobrze i często się zapycha. Przysłano nam fachowca. Ponieważ byliśmy umówieni na mieście, zostawiliśmy go medytującego nad kibelkiem w towarzystwie właściciela mieszkania. Po powrocie nie zastaliśmy ich już, natomiast toaleta prezentowała się jak niżej:

WC, 13.10.2010 011

Szlag nas trafił! Nigdy wcześniej nie widziałam, żeby trzeba było zrywać sedes w celu przepchania go. Jeszcze przed naszym wyjściem właściciel tłumaczył nam, że to drobnostka, a nie wada montażu (do tej pory nie byłam też świadoma, że można źle zamontować coś tak prostego, jak kibel). Zresztą, chociaż się nie znam, to widzę w podłodze jeden otwór, a w sedesie chyba ze 3, więc coś tu chyba nie gra. Następnego dnia fachowiec skończył robotę (nie wiem, co tam zrobił, dla własnej zdrowotności wolałam się nie zbliżać). Ważne, że sedes, póki co, działa.

 Następnie właściciel, z własnej inicjatywy, przysłał panów do wymiany niedziałąjących żarówek (twierdził, że wszystkie powinny być sprawne i sam je reklamował w firmie, która budowała dom!). Lamp i lampek jest tu bez liku, więc nawet nie zauważyliśmy kilku zepsutych żarówek. Były inne, pilniejsze potrzeby, a ten się uparł na te lampy!. Musiałam czekać na faceta z firmy budowlanej, który przyszedł... policzyć żarówki. Nie wymienić. Policzył, zapisał i poszedł. Za tydzień znowu to samo. Myślałam, że już kogoś do wymiany przysłali, ale drugi wysłannik również policzył, zapisał i poszedł. I jeszcze jeden. Dopiero czwarty (w parze z piątym) przyszedł je wymienić. Liczba się nie zgadzała, więc wysłał piątego na rynek po brakujące żarówki. Nadmienię też, że oprócz żarówek panowie ze sprzętu posiadali śrubokręt i nic więcej. Dobrze, że mamy drabinę składaną, bo inaczej chyba by musieli robić akrobacje, żeby wspiąć się do sufitu (może dlatego przyszli w parze). Z naszą drabiną obskoczyli zresztą wszystkie mieszkania w domu (nikt inny nie miał!). 

Po niedługim czasie zepsuł się dzwonek u drzwi, co zapewniło nam błogi spokój od natrętów zresztą. Długo się tak jednak nie dało i w końcu zawitał odpowiedni fachowiec. Dzwonek zadziałał, ale zdecydowanie zmienił położenie:

P1200398

Spytałam pana, czy zamierza tak to zostawić. No tak, bo on jest przecież tylko od naprawiania, a dzwonek już działa. Zadzwoniłam do właściciela i zapytałam, czy według niego to ok, że dzwonek w swojej nowej naprawionej odsłonie zwisa na kablu z dziury w ścianie. Pogadał z fachowcem i stwierdził, że tak, OK, a poza tym fachowiec nie ma narzędzi do zamocowania dzwonka. Że wróci dokończyć. Oczywiście wszyscy troje wiedzieliśmy, że to to bujda. Na początku postanowiłam zostawić to w tym stanie (skoro tak chce, to niech tak ma), ale za każdym razem, gdy przechodziłam obok, drażnił mnie ten widok i koniec końców sama go zamocowałam i zagipsowałam dziurę.

Podobny numer odstawili panowie montujący klimatyzację. Po ich wyjściu ściana nadawała się do remontu:

Delhi octubre 2011 011

Nie dość, że wyrąbali dziurę wielkości pięści (a mogli przecież zasłonić ją skrzynią klimatyzacji), to upstrzyli ścianę wokół śladami brudnych łap! Na dodatek nie wiedzieli (ale szczerze!), o co się czepiam. Znajomi, którym o tym powiedziałam, poradzili, żebym wzięła ekipę do malowania ścian. Ja jednak wolałam sama zagipsować tą dziurę i pomalować ścianę. W gruncie rzeczy to jest bardzo relaksująca praca - w odróżnieniu od kontaktu z indyjskimi fachowcami.

*No i jeszcze dodatkowo relaksuje mnie to (a propos tytułu :))


piątek, 04 maja 2012, asiaya

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/05/04 11:47:56
hu hu, sporo przejść...niech się wszystko poukłada, jak trzeba;)
-
asiaya
2012/05/04 12:01:01
Chiaro, to już odgrzewane kotlety, które zebrałam do kupy (piszę teraz, bo przypomniało mi się po wpisie duo.na). My to wszystko (oprócz klimy) zaliczyliśmy w pierwszych miesiącach pobytu (czyli jeszcze 2010).
Jest to jednak bardzo mocny argument przeciwko zmianie mieszkania - bo wszędzie jest tak samo, a tutaj mam już mniej więcej wszystko ogarnięte :)
-
2012/05/04 12:31:14
Mam pomysl na biznes!
Skoro tak swietnie sobie radzisz z gipsowaniem dziur i malowaniem, zaloz firme, ktora bedzie kosmetyke robic po fachowcach. Expaci beda wdzieczni!
-
asiaya
2012/05/04 12:48:09
A kto to widział w Indiach, żeby biała madame sobie rączki brudziła? Już i tak służące z naprzeciwka miały niezły ubaw i pokazywały mnie sobie palcami :))
Ale na początku się śmieliśmy, że założę szkołę dla sprzątaczek "Frau Herta" :))
Żeby było śmieszniej, ja NAPRAWDĘ nie jestem taka porządnicka-perfekcjonistka (znam takich, co bardziej). To na tym indyjskim tle wypadam jak "Ordnung muss sein" ;))
-
2012/05/04 14:26:23
Można ogłupieć Asiayo ha ha. A niech to... ;). Powodzenia w dalszych perypetiach.
-
2012/05/04 14:28:58
dzwonek jest najlepszy:))
-
asiaya
2012/05/04 14:40:25
Almajomos, może ja już ogłupiałam, tylko nie zauważyłam? :))
-
asiaya
2012/05/04 14:42:45
Agradabla, w moim prywatnym rankingu zwycięża sedes. Ekstra punkty za efekt zaskoczenia. Na szczęście nie musiałam go montować sama, chociaż już się zastanawiałam w obliczu tych klęsk żywiołowych, czy są w internecie jakieś kursy typu "Naucz się hydrauliki w weekend" :))
-
2012/05/04 16:29:07
masz rację, że takie argumenty (szczerze, to chyba w większości państw:) zrażają do pomysłu co do zmiany mieszkania.
-
asiaya
2012/05/04 16:42:42
Chiaro, w innych krajach jednak zawsze miałam nadzieję, że zmiany będą na lepsze, więc warto. I o dziwo - zazwyczaj tak było. Mieszkanie w Pradze wręcz uwielbiałam i przez te 5 lat nawet przez myśl mi nie przeszło je zmieniać.
A teraz... po prostu widzę, rozmawiam z ludźmi, wszędzie te same problemy, nawet w mieszkaniach za ciężkie tysiące jurków ;)
-
Gość: , *.echostar.pl
2012/05/04 17:07:30
Po raz kolejny: nic dodać, nic ująć. Aż chciałoby się rzec: "A oto Indie właśnie..."

To fakt; im po prostu nie sposób wytłumaczyć, że (np.) zapieprzenie całej ściany brudnymi paluchami przy podłączaniu dwóch kabelków to coś nienormalnego tzn. oni w ogóle nie rozumieją takiego konceptu. Zwróć im uwagę, a popatrzą się na ciebie jak na idiotę, a później i wyśmieją cię między sobą. Pamiętam jak u nas na klatce schodowej montowali poręcz; po tej operacji klatka była do kapitalnego (od)malowania. Dodam tylko, że był to nowy budynek (dlaczego? to Asiaya też świetnie wytłumaczyła), a klatka była na przestrzeni 2-3 ostatnich miesięcy malowana już 2 razy. Właściciel nie wdział w tym nic złego ani oburzającego.

I to fakt; im w głowie tylko i wyłącznie $$$$$. Nieustannie - 24/7. Powiem więcej; za niewyczerpalne źródło finansowe uchodzi w Indiach właśnie biały człowiek. W praktyce obowiązuje zasada: rżnij białego głupka gdzie się da, jak się da i na ile się da. Niestety, właściciele mieszkań też stosują tą metodę. Ja miałem to szczęście, że wynajmowałem mieszkanie akurat na 11 miesięcy więc mnie podwyżka nie obejmowała (odpowiedni zapis w umowie oczywiście był). Za to prawie każda wizyta właściciela zwiastowała jakąś niecną próbę wyciągnięcia z mojej kieszeni jeszcze "jednej" rupii. Z perspektywy Polski może to brzmi troszkę komicznie; mnie zaś takie wszechobecne!!! (bezdomni, sklepy, właściciele i wiele wiele innych miejsc) podejście doprowadzało do istnej furii; czułem się jak rzecz (a dokładniej to sejf), do której uśmiecha się tylko ze względu na jego zawartość. I śmiem twierdzić, że to w dużej mierze bardzo prawdziwy aspekt Indii - fałsz/zakłamanie. Jak to sama Asiaya napisała, kult świętej rupii to obecnie dominujące wyznanie w Indiach. Zgadzam się po raz kolejny.

(Były już) mieszkaniec Delhi.
-
Gość: Neha, *.red-79-147-80.dynamicip.rima-tde.net
2012/05/04 17:59:48
(byly już) mieszkańcu Delhi,

"rżną" wszędzie cudzoziemców. Porównaj proszę inne kraje, też europejskie. Hiszpanie "rżną" cudzoziemców ile wlezie. Różnica tylko taka, że w Indiach, znajdziesz bez większego problemu innego wykonawcę, a w takiej Hiszpanii może się okazać, że albo dasz się "orżnąć" albo żadnego serwisu. Żeby też tak daleko nie odpływać od naszego kraju.
Czy gdzieś są takie miejsca, gdzie nie ma nowej religii MY GOD=MY CASH?

Mam wrażenie, że w krajach, w których słowo " kryzys" odmienia się przez wszystkie przypadki, klient powoli zamienia się w ofiarę.
-
asiaya
2012/05/04 19:16:01
BMD, to i tak miałeś szczęście, że tą klatkę tyle razy malowali, równie dobrze mogli zostawić zachlapaną. I jeszcze - niech zgadnę - co drugi przechodzący pluje po ścianach betelem?
Od nas np. właściciele, pomimo tego, że inkasują ciężką kasę za czynsz (moim indyjskim znajomym to aż mi głupio mówić, ile, bo się łapią za głowę), to jeszcze oprócz tego jakieś grosze chce dla chłopaka wywożącego śmieci. Jakby nie mogła mu z czynszu zapłacić. Żenada.
-
spacerynadsekwana
2012/05/04 19:31:36
Moim faworytem jest zdecydowanie sedes :)
Asiaya, Ty to musisz miec chyba anielska cierpliwosc, co nie? :)
-
asiaya
2012/05/04 19:43:17
Neha, skubanie cudzoziemców polega na tym, że płacą inne ceny niż tubylcy, a nie, że ceny są wyższe w porównaniu do ich kraju. W tym znaczeniu z oszukiwaniem cudzoziemców się w Hiszpanii nie spotkałam, choć bywam tam 1-2 razy w roku. Ceny w miejscach turystycznych są wyższe, ale jednakowe dla wszystkich. Natomiast w Indiach prawie nie ma miejsc ze stałymi cenami, a rikszarze i taksówkarze, którzy teoretycznie mają licznik, w praktyce go w ogóle nie włączają. W związku z tym cena jest raczej estymacją możliwości klienta, czasami zupełnie fantastyczną.
Naprawdę trudno mi sobie wyobrazić, w jakim serwisie w Hiszpanii nie masz wyboru, przynajmniej takiego, jak w Indiach. Bo mi się wydaje, że owszem, możesz zadzwonić po innego fachowca, ale po co, skoro oni wszyscy tacy sami? Mój znajomy, znawca i miłośnik Indii mieszkający tu od ponad 20 lat, sam powtarza: "Jak znajdziesz w Indiach dobrego fachowca, to go nie wypuszczaj z rąk."
-
asiaya
2012/05/04 19:48:07
Spacery, prawda, że efektowny? I pozwala odkryć nieznane nam strony tak prozaicznego przedmiotu :) Z tą cierpliwością to niestety nie jest tak dobrze u mnie, ale w pewnym momencie jest tzw. przekręcenie śruby i ogarnia mnie totalna obojętność i wszystko po mnie spływa. Nie na długo, jak w przypadku dzwonka :))
-
Gość: Neha, *.red-79-147-80.dynamicip.rima-tde.net
2012/05/04 21:03:56
asiaya,

ja sama i moi znajomi cudzoziemcy remontujemy tutaj ( aktualnie w Hiszpanii) domy i placimy tutejszy foreign tax. Moj dobry znajomy przyznal sie, ze stracil na dzien dobry sporo pieniedzy, ktorych by nie wydal gdyby nie ufal tutejszym fachowcom. Ale jak mowi, frycowe trzeba zaplacic.
Przeprowadzki z krajow do krajow ( zakupy, wynajmowanie domow) nauczyly mnie czujnosci, a mimo to pewnych rzeczy sie nie uniknie.
Moja uwaga nie jest wylacznie osobistym wyciaganiem wnioskow na temat roznic cenowych.
Jakos wystarczy mi przejechanie taksowka w Polsce z lotniska do centrum, by zauwazyc ze mechanizm niestety jest ten sam. Wcale nie pisalam o poziomie cenowym, ale o wszechobecnym mechanizmie. Ten mozna poznac dobrze jak sie kupuje, sprzedaje dom, robi niezbedne remonty, daje auto do naprawy.
W Indiach tez mialam podobne problemy ze swoim mieszkaniem, ale mam to samo mieszkanie juz ponad cztery lata, i jest dobrze.
-
asiaya
2012/05/04 22:07:54
Tak, zgadzam się, że kupując dom czy remontując go, poznaje się mechanizmy niedostępne w innych sytuacjach. To jest poważna inwestycja, spore ryzyko. Z całą tego świadomością nigdy nie zdecydowaliśmy się na kupno domu w tych kilku krajach, w których do tej pory mieszkaliśmy. W naszej sytuacji to nie ma sensu. Wynajmując mieszkanie, płacę więcej, ale w zamian oczekuję, że właściciel weźmie odpowiedzialność za stan techniczny, bo nie mam ochoty marnować mojego czasu na doglądanie cudzych remontów i na dodatek za friko :)
Nie mówię, że wszędzie i zawsze działało to idealnie, ale, jak do tej pory, w rankingu Indie są zdecydowanie najgorsze, a potem długo, długo nic :))
A jeszcze tak z ciekawości (jeśli nie chcesz, nie odpowiadaj): to mieszkanie w Indiach masz w Delhi czy w innym mieście?
-
asiaya
2012/05/05 07:36:31
Neho, jeszcze jedno pytanie, skoro jesteś w Hiszpanii i w temacie nieruchomości. Słyszymy tyle o kryzysie tam. Czy spadły ceny nieruchomości? Czy są jakieś dramatyczne wyprzedaże? Przy tym wzroście bezrobocia i zadłużeniu hipotecznym można by się spodziewać, że banki masowo będą przejmować nieruchomości tych, któzy przestaną spłącać kredyty. Widzisz coś takiego?
-
Gość: Neha, *.red-79-147-80.dynamicip.rima-tde.net
2012/05/05 15:38:47
Obawiam się, że ceny już bardziej nie spadną, chyba osiągnęły juz swoj najniższy pułap. Moj znajomy, ktory ma własne biuro nieruchomości zapewnia, że negocjowac można jeszcze tylko te wielkie i szalenie drogie domostwa, ktore naprawdę ciężko sprzedać. Osobiście sądzę, że to kwestia jak bardzo sprzedający chce sprzedać, bo kryzys dusi tutaj każdego. Przez kilka miesięcy zimowych mnie tutaj nie było i po powrocie zauważyłam, że poznikały niektóre sklepy, a w okolicy chyba juz wszyscy chcą sprzedać ziemię, więc na pewno da się coś negocjować, bo chętnych nie ma zbyt wielu- banki już od jakichś dwóch lat nie udzielają kredytów hipotecznych, jeśli już to do 30-40% wartości domu, a do tego stosują własne cenniki, dużo niższe od cen rynkowych.
Ale tutaj z wartościa domu jest bardzo różnie, mam wrażenie ze czasami Hiszpanie dają ceny "życzeniowe", nie mające wiele wspolnego z realiami, stad i efekt "dramatycznych" przecen, ale w wielu przypadkach moga też sie ukrywać prawdziwe dramaty ludzkie.
-
asiaya
2012/05/05 16:30:39
Dziękuję za tak wyczerpujący komentarz! Podczas mojego ostatniego pobytu nie zauważyłam jakichś oznak kryzysu w Madrycie, ale na prowincji już trochę tak.
Chyba sporo osób nabrało kredytów po kokardę, kupując kilka mieszkań jako inwestycje (np. w miejscowościach turystycznych). Przegięciem jest jednak prawo, że bank może Ci zająć nieruchomość, a Ty i tak musisz spłacać różnicę wartości po spadku cen. Mam nadzieję, że to się zmieniło. Pozdrawiam i troszkę zazdroszczę tej Hiszpanii, pomimo wszystko :)
-
nina.mazur
2012/05/12 06:32:32
Mieszkam od kilku miesiecy w Buenos Aires i opis "fachowosci" Hindusow nie odbiega zbytnio od tej zastanej w Argentynie. Tu tez wszystko na druciku, krzywo, wszystkie krany ciekna; przy ogladaniu mieszkan widzialam juz takie nory, ze to sie w pale nie miesci. Mam nawet album zdjec pt. industria Argentina z co lepszymi przykladami :)

Skad to sie bierze w Indiach to jeszcze moge zrozumiec, ale w Argentynie to tak nie bardzo. Jednak, z Twojego wpisu widze część wspomna: ludzie takich "drobnych" usterek jak krzywo zamontowana umywalka,, cieknaca woda czy rura odplywowa zostawiona sobie a muzom jakos... nie zauwazaja. Chyba sie przyzwyczaili i maja to gdzies.
-
asiaya
2012/05/12 08:00:57
Nino, nawet Ci to kiedyś napisałam na Twoim blogu :) W Indiach zaszokowało mnie to, że nie używa się żadnej miarki, linijki, poziomnicy itp. Wszystko robią na oko. Najpierw wywiercą dziurę, a potem próbują, czy pasuje, jak nie, to następna.
Już też zaczynałam myśleć, że to jakaś wada wzroku :)
Gdy facet montował dopływ do pralki, nawet się nie pofatygował, żeby zakręcić wodę, więc bryzgała wokół. Ech...
Masz tą galerię z mieszkaniami on line otwartą? Można pooglądać?
Co do dyskusji u Ciebie na blogu - mam tu blat z jakiegoś kamienia (nie wiem, jak się nazywa i nie znam się na tym) i jak na razie sprawdza się bardzo dobrze! Marmury za to żółkną brzydko w niektórych miejscach i nie można ich za Chiny doczyścić.
Pozdrawiam!
-
nina.mazur
2012/05/12 18:28:00
Ano mam:
gallery.me.com/ninka#100016&bgcolor=black&view=grid
gallery.me.com/ninka#100050&bgcolor=black&view=grid
-
nina.mazur
2012/05/12 19:58:20
Hm... z tym marmurem to moze byc tak, ze jesli jest mocno zasiarczone powietrze (a z tego co wiem to w Indiach maja bardzo duzo elektrowni weglowych i filtrow na emisje raczej nie stosuja..), a sklad calego slab nie jest jednolity (zalezy od jakosci) to bedzie wlasnie zolkl.

Czy zauwazylas, ze w innych miejscach/mieszkaniach/lokalizacji to jest tak samo?

Niemniej, facet nie dcinajacy doplywu wody przy podlaczaniu pralki to rzeczywiscie mistrzostwo swiata...
-
asiaya
2012/05/13 10:52:31
Rzeczywiście dziwne to lokum, aczkolwiek ma swój urok :))
Marmur żółknie tam, gdzie jest często mokry, a znieczyszczenie powietrza jest oczywiście okropne, szczegółów jednak nie znam.
Dodam, że zwyczajowo pralki montuje się na balkonie :) I nie są aż tak powszechnym wynalazkiem, właścicielka mojego mieszkania zdecydowanie preferuje pranie ręczne, oczywiście nie wykonywane przez nią :)
-
e.milia
2012/05/16 19:33:10
O, już zdecydowaliście się na zmianę mieszkania i już widzę, że kolejna porcja (stresujących raczej) przygód z tym związanych. Oby Wam się dobrze mieszkało! A w jakiej okolicy mniej więcej tym razem będziecie mieszkać?
-
asiaya
2012/05/17 14:00:18
E.milio, na razie jeszcze nie zdecydowaliśmy się, zaczynamy się rozglądać, żeby mieć jakąś alternatywę na wypadek, gdyby negocjowanie ceny naszego na następny rok szło opornie. Najchętniej bym mieszkała tam, gdzie się spotkaliśmy :))
-
Gość: oaza, *.cnet.gawex.pl
2013/02/07 10:46:30
Obiecuję sobie od dzisiaj nie narzekać na polskich fachmajstrów. Przy hinduskich to złote rączki, choć i z tym różnie bywa :)
-
asiaya
2013/02/07 13:30:08
Oaza, już zdążyłam zapomnieć i odsapnąć, a tu znowu problemy. Ale głównym jest właściciel, który do wszystkiego się zabiera jak pies do jeża. Muszę wydobyć z siebie wszystkie pokłady wredoty i jadu, żeby ruszył palcem. Męczy mnie to :(
Wszystkie zdjęcia i teksty, o ile nie zaznaczono inaczej, są mojego autorstwa i do mnie należą prawa autorskie. Jeśli chcesz skorzystać - zapytaj.