O życiu z oddali, czyli z Delhi. Dzień po dniu zdrapuję lakier egzotyki z indyjskiej codzienności, aby pokryć ją patyną własnych doświadczeń. Czasami jednak muszę uciec stąd i o tym również piszę.
Blog > Komentarze do wpisu

Zaklinanie turysty w Indiach

fot. ML

Chyba każdy turysta/ka wybierający się do Indii przygotowany/a jest na stałe odpieranie ataków na jego/jej portfel, czy to ze strony kierowców wszelkiego typu pojazdów, sprzedawców czegokolwiek czy po prostu żebraków. Nie raz słyszałam skargi, jak to się czują "chodzącymi bankomatami". Rzeczywiście, pojawienie się białego, który na dodatek (jest taka szansa!!) nie orientuje się w cenach, jest nie lada okazją, którą niektórzy wykorzystują skrupulatnie. Widać to zwłaszcza w cenach kursów rikszą w turystycznych miejscach. Ostatnio bezczelny (i jak się okazało później - zdrowo stuknięty) rikszarz zażądał ode mnie 300 rupii za kurs, za który wg. licznika zapłaciłabym pewnie z 15. Na licznik jednak nie zgodzi się żaden rikszarz i ja nawet nie wymagam uczciwej ceny. Oczekuję jednak pewnego umiaru w skubaniu mnie :) Całe szczęście pomaga stanowcze targowanie, choć czasami trzeba pokazać nieprzejednaną postawę i obejść ze 3 riksze. Zdarzyło mi się też, że pierwszy kierowca łaził za mną i namawiał innych, aby nie dawali mi lepszej ceny, niż on. Stety lub niestety - oni nie są solidarni i lojalni wobec siebie nawzajem.

To mnie bardzo nie dziwi - dla wielu to walka o przetrwanie. Co jednak zaskakuje, to postawa państwa, które daje piękny przykład zdzierstwa swoim obywatelom. We wszystkich atrakcjach turystycznych obowiązują dwie ceny: jedna dla Indusów*, druga dla obcokrajowców. Poniżej kilka przykładów, z których najbardziej rażący jest ten z Taj Mahal - przebitka prawie 40-krotna!! Mieszkańcy Agry, z których wiele żyje z obsługi turystów, wcale nie są z tego powodu szczęśliwi. Uważają, że  to odbiera im klientów, a ci, którzy mimo wszystko przyjadą do Agry - nie są skłonni do szastania kasą. No cóż, państwo staje się konkurentem w wyścigu do kieszeni turysty, z którym ciężko wygrać. I nie da się, niestety negocjować, a co najwyżej oszukać. Od nieświadomych zagranicznych turystów strażnicy (!!) często usiłują wyłudzić przy wyjściu zużyte bilety. Czy muszę wyjaśniać, co z nimi potem robią?

*Na równi z Indusami traktowani są obywatele krajów SAARC (Bangladesz, Nepal, Bhutan, Sri Lanka, Pakistan, Malediwy i Afganistan) oraz BIMSTEC (Bangladesz, Nepal, Bhutan, Sri Lanka, Tajlandia i Birma)

Trzeba oddać też sprawiedliwość i wspomnieć, że zdarzają się jednak i rozrywki darmowe, jak np. Muzeum Indiry Gandhi, Lodi Gardens czy koncerty w India Habitat Centre. Poza tym za darmo jest wielki spektakl życia, jaki rozgrywa się na każdej indyjskiej ulicy, a który Indie oferują każdemu bez wyjątku przechodniowi.

poniedziałek, 13 lutego 2012, asiaya
Tagi: ceny

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: braworka, *.sta.asta-net.com.pl
2012/02/13 12:50:45
no niestety, z tymy cenami to przesada, rozumeiem 100% przebitki, ale wiecej to juz przegiecie. nas zaskoczyło ze w sumie wszedzie bylo dużo induskich turystów, ze zwiedzaja te wszytskie swiatynie, jest tłocznie. pozytywnie.
-
agradabla
2012/02/13 14:11:18
Jak bylam pierwszy raz w Pradze Gucio wzial mnie do muzeum zydowskiego, jako czeska studentke. Zaplacilam 20 CZK. Gdybym weszla jako Polka zaplacilabym 450 CZK. Teraz juz chyba jest inaczej, ale przed unia... oj

Siostra Boskiego zyje w Austrii, wiec mowi swietnie po niemiecku. Przy jednej z odwiedzin Pragi ze znajomymi byli na kawie na Staromaku. Przed nimi placil czech i zaplacil 200CZK, one mialy zaplacic dokladnie za to samo i chcieli po nich 2 razy tyle... tyle, ze Siostra B opierdolila pana po czesku i nagle rachunek sie poprawil.

Wszedzie jest tak samo:)
-
asiaya
2012/02/13 20:03:16
Braworko, o to mi chodzi! Poza tym granica zamożności nie przebiega wzdłuż linii narodowości. Ciekawe, co by powiedzieli Indusi, gdyby musieli zapłacić 400 EUR za wstęp do Luwru ot tak, po pokazaniu paszportu :) A przecież Ci, których stać na podróż do Paryża, biedni nie są.
Co do turystów - rzeczywiście widać sporo Indusów w zabytkowych miejscach, widać, że często z jakiejś wsi przyjechali :) Mnie zdziwiła relatywnie mała ilość obcokrajowców w Delhi.
-
asiaya
2012/02/13 20:44:56
Agradablo, że gdzieś jest tak samo, to jeszcze nie znaczy, że tak powinno być :)) Zauważ jednak, że mówię o bilecie podstawowym, a nie o ulgach dla studentów, emerytów itp. oraz o sytuacji aktualnej, a nie sprzed 7 lat :)
Jestem za tym, żeby udostępniać sztukę i kulturę osobom mniej zamożnym, ale nie po linii narodowości. Poza tym trochę tym sobie sami strzelają w stopę i utrwalają kompleksy narodowe.
Mi osobiście bardzo się podoba pomysł wprowadzony w niektóych europejskich muzeach z dniami lub godzinami, kiedy można wejść za darmo. Komu naprawdę zależy - dostosuje swoje plany, dla kogo cena wstępu nie jest problemem - machnie ręką i zapłaci.
Poza tym ja zawsze twierdziłam, że cena biletu do kompleksu zabytków żydowskich w Pradze zwyczajnie nie jest warta tych pieniędzy. Nic tam po prostu ciekawego w środku nie ma, może poza spanelską synagogą. Zawsze moim gościom odradzałam.
Co do knajp - antypatyczność czeskich kelnerów jest chyba sławna, natomiast nie przypominam sobie, abym się spotkała z próbą naciągnięcia (pomijając sam fakt, że ceny na Starym Miescie są wysokie, ale to dla wszystkich).
-
agradabla
2012/02/13 23:42:51
:)
-
Gość: Neha, *.red-79-147-80.dynamicip.rima-tde.net
2012/02/16 00:30:58
Niestety ceny wstepu sa rozne dla roznej kategorii zwiedzajacych, nie tylko w Indiach. W Kenii te roznice sa jeszcze wieksze. Zwiedzajac parki narodowe turysta zagraniczny musi zaplacic wstep od 50 dolarow w zwyz. Obywatel Kenii ledwie 20 szylingow. ( Kilka lat temu). W Indiach, zwiedzajacy na turystycznej wizie musza placic w/w stawke. Jesli masz inna wize, lub potwierdzenie stalego zamieszkania w Indiach ( sell/rent agreement) mozesz albo okazac taki dokument, (podobno tez zarejestrowani w FRRO-ale tego nie jestem pewna), by placic stawke jak Hindus. Te informacje udostepnil mi mlody czlowiek, prowadzacy swoja wlasna firme w Indiach.
-
asiaya
2012/02/16 04:25:33
Neha, jest dokadnie tak, jak piszesz! Paradoksalnie w krajach funkcjonujących jako "biedne" w zbiorowej świadomości, nie jest tanio. Domyślam się, że w Kenii większość turystów to grupy zorganizowane, ale Indie są przecież mekką backpackersów, którzy liczą każdy grosz. 750 rupii to dużo, niektórzy płacą tyle za hotel. Jeszcze nie tak dawno bilet kosztował ok. 500 rupii i myślę, że to jest jeszcze akceptowalne. Druga kwestia jest tej niematerialnej natury - mi to pozostawia niesmak. Tak, jak pisałam: jeśli jakiś biedny rikszarz mnie naciąga, to pół biedy, a poza tym mogę negocjować. Jeśli jednak państwo zachowuje się jak biedak z ulicy, to chyba niefajnie.
-
askag12
2012/02/16 07:57:03
co mnie przeraza, to ze czesto niestety nie jest to walka o przetrwanie, ale proba zrobienia z Ciebie idioty. zobacz jaka glupia gori, ale sie nabrala. raz zdarzylo mi sie, tragarz odmowil na lotnisku wyjscia na zewnatrz, jesli mu nie zaplace w srodku $10 (900 rupiis!!!), a mialam wtedy 2 malenstwa ze soba, bylam po 20 godzinnym locie i S byl 200m ode mnie a ten cham powiedzial, ze nie wyjedzie z lotniska z moimi bagazami, jesli mu natychmiast nie zaplace. dalam kase, a on na samym wyjsciu powiedzial S zeby mu zaplacil, bo mu nic nie dalam!!! S juz wyjmowal portfel!!! srednio calodzienny zarobek w Paki to 150 rupiis. uzylam najgorszych pendzabskich przeklenstw jakie znalam na to zwierze
-
asiaya
2012/02/16 09:52:12
Ale świnia!! Niestety też to zauważyłam, że im bardziej jesteś pod bramką, tym bardziej zdzierają - bez litości. DLatego czasem odwracam się na pięcie i odchodzę, nawet, jak mi na czymś zależy. Ostatnio gość przed meczetem w Old Delhi chciał ode mnie 200 rupii za robienie zdjęć w środku, jakby tam nie wiem, jakie skarby mieli. Oczywiście żadnego oficjalnego cennika mi nie pokazał. Powiadziałam, że w takim razie nie wchodzę (byłam tam już zresztą raz, więc o tyle mi było łatwiej). Leciał za mną jeszcze parę metrów i zniżał cenę. to tylko jedna z wielu sytuacji. Musisz nas nauczyć kilku pundżabskich przekleństw ;)
-
lilithin
2012/02/19 10:36:18
Riksiarzy nie znoszę! Czasami nawet wtrącają się miejscowi i mi doradzają, żebym wzięła auto-rikszę za 80, bo moja trasa jest bardzo daleka. To już jest szczyt bezczelności, bo wiem, że cena powinna być 10 rupii, maksymalnie 20, ale z pewnością nie więcej. Zawsze trzymam się podejścia: there is always another auto ;)
Odnośnie cen wstępu do obiektów zabytkowych - pomaga residential permit, którym macham ilekroć tylko gdzieś jestem. Czasami nie chcą wziąć tego pod uwagę, ale jak się narobi trochę rabanu, to działa. W niektórych przypadkach nawet to nie działa i muszę się pogodzić z ceną np czterokrotnie wyższą niż tą, którą płaci mój indyjski chłopak zarabiając przy tym ponad 2 razy tyle, co ja...
-
asiaya
2012/02/19 14:22:55
Lilithin, ja o takich cenach, jak 20 rupii za rikszę nawet nie marzę, ale często przeginają, nie znajduję w tym nawet żadnej logiki (no, poza tą, że biały głupi, zapłaci). W Chandigarh akurat przechodzień zachował się OK, bo zrugał riksiarza za naciąganie i powiedział nam, ile mamy zapłacić.
A co do wstępów: właśnie, zamożność może, ale nie musi iść w parze z narodowością. Do Indii przyjeżdża sporo osób w poszukiwaniu duchowości. CHyba muszą się bardzo rozczarować stwierdzając, jak bardzo mało uduchowione oczekiwania w stosunku do nich mają Indie :)
-
2012/02/19 15:20:07
Ja 3 lata temu placilam w Taj 500Rs, sporo podrozalo :/
Tez mam cala taka kolekcje biletow dla meza i dla mnie, hehe :) niestety wszystkie bilety wygladaja tak samo, poza nielicznymi wyjatkami, teraz nie mam pojecia, ktore byly gdzie! Np bilet z Kurukshetra i Kochi, hmm :)
Ja mam to szczescie, ze nawet jesli moja osoba podbija cene to moj maz nie zgodzi sie na nic takiego :) jest bdb w targowaniu (ja jestem fatalna, nie cierpie sie targowac), ceny zbija znaczaco :) zawsze mowi, ze sprzedawca nie zgodzi sie na cene przy ktorej nie zarobi, on ten moment wyczuwa :) a cena ta jest duzo nizsza niz ta poczatkowo zadelkarowana :) chociaz teraz w wieszkosci sklepow, nawet z szalami czy jutti, towary mialy metki!
-
asiaya
2012/02/19 16:07:44
Lusin, może talent do targowanie trzeba mieć we krwi? :) Turyści na początku pobytu często porównują ceny ze swoimi lokalnymi i różnica między 20 a 50 rupii nie wydaje im się warta targowania. Zauważyłam, że targując się, nie należy zbijać ceny mniej niż 50%. Najlepiej podać 1/3 proponowanej przez sprzedawcę, choć to brzmi absurdalnie na pierwszy rzut oka :)
-
lilithin
2012/02/21 16:00:59
Byłaś w Chandigarh? O matko! Stracony czas ;) Miły mieszkaniec? Pewnie nie pochodził z Chandigarh, a z innego miasta ;)
-
asiaya
2012/02/21 16:53:02
Byłam i nawet Ci powiem, że mi się podobało :))) Pisałam tutaj:
asiaya.blox.pl/2011/05/Chandigarh-1.html
i tutaj:
asiaya.blox.pl/2011/05/Chandigarh-2-Rock-Garden.html
Może dzisiaj już bym się tak nie zachwycała, ale wtedy mi się bardzo podobało i było wytchnieniem po Delhi. Chcieliśmy jechać do Shimli koleją, ale nie było biletów już, a samochodem to nie to. Może w tym roku znowu spróbujemy.
-
Gość: asikk, 106.76.181.*
2012/12/27 13:07:59
a ja w Zoo w Delhi zapłaciłam 100 rs a mój mąż pomimo usilnych przekonywań, że mamy już papierk i nie jestem typową turystka nie złamał ochroniarzy - sam zapłacił 20 rs
-
asiaya
2012/12/27 13:31:24
asikk, no czasami się nie da złamać ochroniarzy :) Jak będziesz miała miejscowe papiery, będzie trochę lepiej :)) Witaj w polskiej mafii na indyjskiej ziemii :))
Wszystkie zdjęcia i teksty, o ile nie zaznaczono inaczej, są mojego autorstwa i do mnie należą prawa autorskie. Jeśli chcesz skorzystać - zapytaj.