|
Blog > Komentarze do wpisu
U nas wiosna!Miejmy nadzieję. Co prawda nie tęsknię do dzikich upałów, ale też mam już dosyć temperatury 17 stopni w domu. Jeśli przy minimalnej temperaturze ok. 13 st., mamy 17-18 w mieszkaniu, ile mielibyśmy przy minusowych? Lepiej nie myśleć. Dlatego też trochę inaczej patrzę na wykres minimalnych i maksymalnych temperatur w Delhi. W zasadzie można przyjąć, że w miesiącach, gdy minimalna temperatura spada poniżej 10 st., w domu czy hotelu będzie zimno, szczególnie w nocy i nad ranem. Jeśli chodzi o maksymalne, to do 30-32 stopni da się żyć.
Sprawdziłam na własnym blogu (już taki wiekowo zaawansowany!), że rok temu wiosnę ogłosiłam 25ego stycznia. W tym roku początek lutego przyniósł zaskakujące ochłodzenie (14-15 stopni w ciągu dnia, gdy pod koniec stycznia mieliśmy już 23), ale dziś poczuliśmy wiosnę w powietrzu, więc tradycyjnie otworzyliśmy sezon balkonowy, który potrwa aż do pierwszych upałów, przez które znowu będziemy zmuszeni zabarykadować się w domu. Przy okazji odpowiadam na pytanie: O jakiej porze roku najlepiej jechać do Indii? Mhm, to zależy... Indie są ogromne, baardzo zróżnicowane klimatycznie. Kiedy w górach śnieg zasypuje dojazd, na Goa jest szczyt sezonu plażowego. Jeśli chodzi o Delhi i okolice, najlepszymi miesiącami są październik/listopad i luty/marzec. Maj i czerwiec to miesiące upałów (ale takich przez duże U), w lipcu, sierpniu i wrześniu temperatury nieco spadają, ale wzrasta (znacznie) wilgotność powietrza. Kto żyw zajmuje wygodne miejsce pod klimą, a na ulicę wychodzą wariaci i desperaci. Oraz oczywiście ci, którzy na niej mieszkają, ale oni jakby nie mają wyboru. Byliśmy na początku maja w Taj Mahal i podziwiałam ludzi, którzy boso przechadzali się po dziedzińcach. Mnie chodniki po prostu parzyły w stopy i skakałam jak na rozgrzanej patelni. W gorących miesiącach częściej też zdarzają się przerwy w dostawie prądu. Podczas monsunu (lipiec, sierpień, wrzesień) częściej przytrafiają się zatrucia, do tego dochodzi zwiększone ryzyko malarii czy denge (nawet w Delhi). Z kolei przełom grudnia i początek stycznia to zima, która może w Polsce uchodziłaby za przedwiośnie, ale przy braku ogrzewania w mieszkaniach znosi się ją gorzej niż polskie mrozy (może warto np. zapytać o to udogodnienie przy rezerwacji hotelu, aczkolwiek wiele się po ich urządzeniach grzejnych nie należy spodziewać). Zazwyczaj niskim temperaturom towarzyszą też mgły, które mogą utrudniać transport (np. pociągowy). Nie należy jednak słuchać lamentów indyjskich znajomych, którzy straszą syberyjskimi mrozami. Indusi nie są przyzwyczajeni do zimna i już przy kilkunastu stopniach zaczynają wyciągać z szaf ciepłe kurtki i szale. Co dziwne, raczej nie gustują w solidniejszych butach - klapki (często japonki) to tutaj obuwie niemal całoroczne, w zimie uzupełniane jedynie specjalnymi skarpetami z oddzielną częścią na duży palec. Planując wyjazd do Indii warto też, w miarę możliwości, sprawdzić kalendarz świąt hinduistycznych. Najhuczniej (dosłownie) obchodzone jest Diwali, ale najsympatyczniejszym świętem zdecydowanie jest Holi. Są to święta ruchome, więc dat na konkretny rok najlepiej poszukać w internecie. W tym roku Holi przypada na 8 marca (Święto Kobiet!), ale w przyszłym dopiero pod koniec marca. niedziela, 12 lutego 2012, asiaya
Tagi:
klimat
TrackBack
|
|