O życiu z oddali, czyli z Delhi. Dzień po dniu zdrapuję lakier egzotyki z indyjskiej codzienności, aby pokryć ją patyną własnych doświadczeń. Czasami jednak muszę uciec stąd i o tym również piszę.
Blog > Komentarze do wpisu

Niemoralna pozycja...

... czyli wpis okolicznościowy ;)

3 miesiące aresztu, grzywna, a przy odrobinie szczęścia i to, i to. Tyle można dostać z paragrafu 294 Indyjskiego Kodeksu Karnego. Za co? Za tzw. Public Display of Affection, czyli publiczną demonstrację uczucia. Nie chodzi tutaj o przećwiczenie połowy Kamasutry na osiedlowym skwerku. Wystarczy pocałunek, przytulenie, czy nawet trzymanie się za ręce. 

Instytucja małżeństw aranżowanych w Indiach ma się dobrze. W Delhi widuję jednak od czasu do czasu zakochane pary - najczęściej w modnych sieciówkowych kawiarniach i parkach. Skrywając się w cieniu wystrzyżonych klombów można ulec złudzeniu intymności i nie daj Boże objąć ukochaną! Na szczęście czuwają strażnicy (parku lub/i moralności)! Rozlegający się raz po raz dźwięk gwizdka uzmysławia, że nie próżnują. Jest to też przy okazji świetna okazja, by wyłudzić kilka groszy. Nie każdy ma ochotę tłumaczyć się potem na posterunku.

Tuż po przyjeździe spytałam młodą Induskę, czy z mężem chodzą za rękę po ulicy. Odpowiedziała wymijająco, że przecież nie ma tutaj ulic do takich spacerów. Fakt, czasami trzeba iść gęsiego omijając różne uliczne "miny", ale dziwne mi się wydało, że nie odpowiedziała jednoznacznie. I fakt, nie widuję raczej takich par. No, może z jednym wyjątkiem.

Otóż najczęściej trzymają się za ręce... faceci. Nie jest to bynajmniej oznaka ich orientacji seksualnej, co by wywnioskował niezorientowany przybysz. To jest taki ot, przyjacielski gest, nie oznaczający nic więcej, niż u nas poklepanie po plecach. Przyznać jednak muszę, że do tej pory wywołuje u mnie uśmiech widok dwóch panów objętych, trzymających się za ręce czy siedzących sobie nawzajem na kolanach, zwłaszcza panów w mundurach :)

Zwierzyłam się M., że od dawna poluję na zdjęcie takiej pary i M. przyłączyła się do poszukiwań, co w praktyce objawiało się pokrzykiwaniem: "A., rączki, rączki po prawej!". "Odwróć się! Rączki masz z tyłu!" Dobrze jednak, że ten polski taki mało popularny :)

M. zajęta krajobrazem, a tu temat sam przyszedł. W przypadku dzieci to jednak jeszcze nie ten efekt :)

Tutaj już lepiej. Nie dość, że temat, to jeszcze takie tło! Fot. ML

A wczoraj telewizja przypomniała film "Niemoralna propozycja" - w sam raz na Walentynki, prawda?

wtorek, 14 lutego 2012, asiaya
Tagi: obyczaje

Polecane wpisy

  • Jesień w Delhi

    Zacznijmy od tego, że takiej pory roku nie ma w mojej lodówce ! W ciągu zaledwie kilku dni temperatury spadły o ok. 10 stopni - z 30 do ok. 20.

  • Gdzie jest Sodoma i Gomora?

    Pytam, bo wypadałoby znać miejsce swojego pochodzenia. Okazuje się bowiem, że nieustannie sieję zgorszenie. .................. Jaipur. Po kilku godzinach zwiedz

  • Dokąd na Sylwestra 2012?

    Nie, to nie pomyłka. Gdyby Wam bowiem przyszło do głowy wybrać się w tym czasie do Wiednia, a w Wiedniu na słynny Noworoczny Koncert Wiedeńskich Filharmoników (

  • brak wifi...?

    "35-letni mężczyzna, który jechał pociągiem PKP Intercity relacji Gdynia – Białystok , nagle otworzył okno i wyskoczył z jadącego pociągu. Przeżył, ale je

  • Walizka

    Chińskie dworce kolejowe, autobusowe, a nawet stacje metra strzeżone są niczym międzynarodowe lotniska. Każdy przykładny obywatel powinien poddać swój bagaż ska

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/02/14 09:42:18
Chinczycy tez tak maja:)
-
2012/02/14 09:53:39
Ha, ha, ja właśnie, jako ten niewtajemniczony turysta szczękę na początu wizyty zbierałam z podłogi mnkącego przez Uttar Pradesh pociągu, patrząc na te setki 'homo' na stacjach, tak otwarcie - w tym wydawało by się mocno tradycyjnym kraju - manifestujących swoją 'orientację' :)
Jeśli chodzi o małżeństwa aranżowane, to niezmiernie dziwi mnie, że 'złesternizowane', urodzone, wychowane i wyżej wykształcone w Londynie Hinduski nadal korzystają z tej opcji. I często wcale nie pod przymusem, ale traktując to jako oczywistą oczywistość.

A zjęcia pięknie uchwycone. Ja też często stosuję taki trick - 'używając' męża jako przynęty. Potem mi tylko obiektyw gdzieś 'leci na boki' :)
-
asiaya
2012/02/14 10:17:09
Duo.na: Że za rączki się trzymają czy że ścigają parki po parkach? :)
-
asiaya
2012/02/14 10:44:32
Caramellita (piękny nick sobie wybrałaś :)), oni tak z czystego wygodnictwa, mam wrażenie, te małżeństwa aranżują. W końcu szukanie partnera na własną rękę może być frustrujące, czasochłonne i nie daje żadnych gwarancji. A tu proszę, kawa na ławę, podpisuje się umowę i sytuacja jasna :) Oczywiście żartuję, ale np. spotkałam młodych ludzi twierdzących, że rodzice lepiej za nich wybiorą, bo oni by się zakochali w pierwszej lepszej dziewczynie. Czasami też patrzą z politowaniem na Zachód, że my tu romantykę z prozą mylimy.
-
spacerynadsekwana
2012/02/14 10:58:17
To ja teraz czekam na zdjecie panow w mundurach siedzacych sobie na kolanach :)
-
2012/02/14 11:04:16
Co do nicka, to mi się też podoba, ale się zorientowałam, że większości nie kojarzy się z karmelem, ale z Karmelitą (bosą :) - i tak też mnie nazywają. Ale co tam!

Jeśli zaś chodzi o małżeństwa aranżowane, to mam wrażenie, że to wciąż ma dużo wspólnego z nieoficjalnym, bo nieoficjalnym (ale gdzieś tam podświadomie żywym) podziałem na kasty. Żenić się bowiem trzeba we własnym 'kręgu'. A ponadto małżeństwa są aranżowane z osobami, które są jakoś tam znane rodzinie lub swatce, więc to ma niby być gwarancja, że 'towar' jest sprawdzony i z dobrego źródła :)
-
asiaya
2012/02/14 12:09:57
Ha, Spacery! To już wyższa szkoła jazdy :)
-
asiaya
2012/02/14 12:16:51
Caramellita, nie wiem, czy to dobrze o mnie świadczy, ale mi od razu skojarzyło się z karmelem :)))
Co do kast - oczywiście! Ostatnio nasi znajomi, którzy pobrali się z uczucia (i są świetnym małżeństwem zresztą), zdradzili nam, że ona "spadła" o dwa oczka w tej skali, wychodząc za niego za mąż. Świetnie to brzmi, prawda? :)
-
2012/02/14 12:45:38
Asiaya - BARDZO dobrze o tobie świadczy :-D

Jeszcze chyba trochę wody w Gangesie musi upłynąć, zanim ten system kastowy odejdzie w niepamięć (jeśli w ogóle).
-
chihiro2
2012/02/14 14:00:52
System kastowy i aranżowane małżeństwa to temat rzeka, na to się nie wypowiem :)
A trzymanie rączek to fakt, mnie to bawi, a jednocześnie widzę w tym pewną tęsknotę za czułością i dotykiem, których płeć przeciwna nie może zapewnić. Na pewno część tych trzymających się za ręce chłopców czy młodych mężczyzn ma skłonności homoseksualne, przyłapaliśmy kiedyś obściskujących się jednoznacznie nastolatków na ciemnej uliczce - widzieliśmy sylwetkę jednego, a musieliśmy zapytać o drogę i nikogo innego nie było. Wyszli z cienia, jeden mężczyzna udzielał nam wskazówek, a jego partner w tym czasie całował go po szyi, głaszcząc pupę, obaj chcichotali przy tym skrępowani. Jednak większość mężczyzn oburzyłaby się pewnie na jakiekolwiek sugestie odnośnie homoseksualizmu, tak sądzę.
-
asiaya
2012/02/14 15:19:09
Caramellito - to jest chyba tak realne, jak oczekiwanie, że w kościele katolickim nagle księżmi mogłyby być tylko i wyłącznie kobiety :) Myślę, że to by było tak samo rewolucyjne :)
-
asiaya
2012/02/14 15:50:52
Chihiro, a to przygoda w ciemnej uliczce hahaha :) I wyobrażam sobie ten chichot, tak typowy dla tutejszych chłopców i tak niezmiennie mnie żenujący - bo odbiera im w jakiś sposób dorosłość, widzę ich jako dzieci i czasami aż się prosi, żeby tak ich potraktować.
Też myślę, że ci faceci by się oburzyli na takie przypuszczenia, homoseksualizm nie jest jednak szeroko akceptowany. Może gdzieś w Bollywood, ale w Delhi... Na pewno jest coś w tej tęskonocie za dotykiem i namiastkach czułości. Wiem też, że jest taki pogląd, że homoseksualizm może być zastępczą formą z braku możliwości zbliżenia z kobietą, np. w kulturach o surowych normach moralnych.
Kiedyś zresztą była śmieszna historia z homoseksualnymi pingwinami w ZOO w Bremerhaven. Władze ZOO próbowały je sprowadzić na "właściwą drogę", rozdzielając męskie pary i łącząc je z żeńskimi, co spowodowało protesty organizacji broniących praw gejów :)))
-
chihiro2
2012/02/14 16:12:04
Asiu, a to ci heca z pingwinami :))) Swoją drogą to nie wiedziałam, że homoseksualizm może występować u pingwinów, czytałam o małpach, ale nie o pingwinach.
W pewnych kręgach homoseksualizm w Indiach jest akceptowany, ale to, jak piszesz, Bollywood, ja jeszcze dodam generalnie kręgi artystyczne. No i w Indiach bardziej niż w wielu miejscach na świecie gdy masz władzę, możesz robić co chcesz. Pewnie wśród wysoko postawionych polityków też zdarzają się geje, którzy to ukrywają. Albo osoby biseksualne.
W kulturach islamskich i społeczeństwach o bardzo rygorystycznej segregacji płciowej doświadczenie homoseksualne są bardziej powszechne niż w krajach o kulturze zachodniej (kiedyś gdzieś w jakimś wiarygodnym źródle o tym czytałam, ale nie pamiętam gdzie). Jednak doświadczenia seksualne z osobą tej samej płci to jeszcze nie homoseksualizm, to raczej eksperymentowanie.
Infantylne zachowania mężczyzn indyjskich mnie rozbrajają i też, jak Ciebie, żenują. Nigdy nie wiem jak się w takich sytuacjach zachować.
-
asiaya
2012/02/14 16:53:35
Tak, masz rację, trzeba rozgraniczyć homoseksualizm jako element tożsamości i doświadczenia seksualne z osobą tej samej płci. Na pewno więc kultury o ścisłej segregacji sprzyjają tym doświadczeniom, ale już nie określaniu się jako homoseksualista.
-
2012/02/14 19:24:06
W pingwiny nie wnikam, ale mam swoją, belgijską obserwację. Tutaj, zgodnie z francuskim zwyczajem, ludzie niezależnie od płci i orientacji całują się na powitanie i pożegnanie. Podobno to bardzo ważny zwyczaj i miejscowi całują się na sto różnych sposobów w zalezności od tego, czy to pierwsze tego dnia spotkanie, czy kolejne, w pracy, w pubie, w domu, z bliższymi, z dalszymi, mniej lubianymi i bardziej. Tak czy owak, niczym dziwnym jest widok mężczyzn wymieniających pocałunki w miejscach publicznych; mnie się to podoba, bo ja w ogóle jestem fanką okazywania sympatii i czułości, ale większość moich polskich znajomych obrusza się i komentuje. Do tego się już nawet przyzwyczaiłam i przestałam robić wykłady na temat różnic kulturowych. Ale raz dostałam kompletnej głupawki i musiałam biec się wyśmiać w toalecie, bo zdarzyło mi się trafić na zmianę ochroniarzy - jedna ekipa schodziła, druga przejmowała obowiązki, więc skoro widzieli się pierwszy raz tego dnia, a przy okazji było to też powitanie i pożegnanie, obcałowywali się wszyscy z wszystkimi. I na to weszła polska wycieczka emerytów. Cud, że nikt tego życiem nie przypłacił. Nasi rodacy wrośli w podłogę i wyglądali na tak głęboko zszokowanych, że poważnie obawiałam się o ciąg dalszy.
-
asiaya
2012/02/14 20:34:37
Hahahaha!!! Wyobrażam sobie tą scenę!! Chociaż w sumie to pokolenie, które powinno pamiętać pocałunki w stylu Brezniew-Honecker :)
Z kulturą "pocałunkową" mam najwięcej do czynienia wśród Hiszpanów i muszę przyznać, że czasami mam jej dosyć. O ile nie mam nic przeciwko całowaniu na gruncie prywatnym, to nie rozumiem, po kiego grzyba muszę całować ludzi w biurze. No dobra, jakieś relacje są, ale chyba za mało, żeby się obcałowywać.
W 2009, w czasie epidemii świńskiej grypy, hiszpańska minister zdrowia zaapelowała o wstrzymanie się od pocałunków, po czym niemal od razu została przyłapana na obcałowywaniu bliźnich wokół na konferencji poświęconej profilaktyce tejże grypy :) Oni to po prostu mają we krwi...
-
2012/02/14 21:02:32
Francuzi uważają unikanie buziaczków za niegrzeczne, podobnie jak nieśmiałe milczenie w towarzystwie. Domyślam się, że taki Hiszpan też mógłby się poczuć okropnie, gdybyś się wyrywała pocałunkom. Pewnie tak, jak ktoś w Polsce, komu nie chcesz podać ręki, bo nie i już.
Co do Breżniewa i Honeckera, to nie ma tego efektu, kiedy całują się dwa stare, brzydkie i antypatyczne dziady. Co innego, kiedy w ramiona padają sobie przystojni, eleganccy i młodzi faceci - w Polsce taki widok to powód, żeby ostrzyć kosę i wzywać na pomoc proboszcza (jednocześnie podglądając ich z wypiekami na twarzy).
-
asiaya
2012/02/14 21:21:11
Toteż się nie wymiguję :)
Zapomniałam dodać, że mężczyźni między sobą raczej się nie całują, tylko kobiety między sobą i kobiety z mężczyznami. Faceci między sobą zazwyczaj podają sobie rękę, a drugą często jeszcze klepią po ramieniu :)
Mnie najbardziej zniesmaczylo, ze B-H całowali się w usta :/
-
2012/02/14 21:34:48
Cóż, Breżniew całujący w usta kobietę to też dość ohydny widok.
Tu luźni znajomi z pracy całują się tak trochę jakby mieli umalowane usta - cmokają powietrze obok policzków. Kumple i dobrzy znajomi, zwłaszcza przy prywatnym spotkaniu obcałowują policzki, a kiedy ekipa przyjaciół wita się w pubie, poziom czułości wzrasta i pocałunki są coraz bliższe ust.
Jeśli mam całować osobnika czystego, zdrowego i trzeźwego, to niech będą i usta, nie mam oporów. Gorzej, jeśli się ma spotkanie z wylewnym Honeckerem - brrrr! Od takiego nawet pocałunek w rękę jest odrażający, choć ręka jest łatwa do umycia i taka mało intymna.
-
asiaya
2012/02/15 06:29:59
O, zapomniałam o całowaniu rączek :) Też taki "egzotyczny" zwyczaj hahaha
-
2012/02/15 06:48:01
Mialam na mysli trzymanie sie za rece i obejmowanie, ktore jest dosc powszechne wsrod mlodszej czesci rodzju meskiego. Na kolanach sobie nie siadaja, ani sie nie caluja, ale potrafia sie glaskac i przytulac. Starszych mozna przylapac w objeciach tylko, gdy wychodza z restauracji po suto zakrapianych alkoholem kolacjach.
-
asiaya
2012/02/15 07:25:46
Też fajnie :)
-
askag12
2012/02/16 07:58:03
dla mnie najgorsi sa Ci, ktorzy trzymaja reke w tynej kieszeni spodni kolegi, ble
-
asiaya
2012/02/16 08:46:15
Hahaha, faktycznie! Widzisz, już mam nowy temat do fotograficznych polowań :))
-
lilithin
2012/02/19 10:26:43
Ja uważam, że chłopcy i mężczyźni okazują sobie taką serdeczność i czułość, bo jakoś muszą sobie zrekompensować brak takiej możliwości z kobietami ;) Mnie to jakoś kompletnie nie rusza.
Odnośnie publicznego okazywania uczuć mam bardzo przykrą historię, kiedy to pijany obleśny staruch wraz z policjantem zaczęli okładać mojego chłopaka za to, że przytulił mnie na pożegnanie. Po konsultacjach z superintendentem policji (jak się to stanowisko nazywa po polsu nie wiem) okazało się, że absolutnie taka sytuacja nie miała prawa się zdarzyć. Ja byłam gotowa zgłosić formalne zażalenie, iść z tym do prasy i do mediów, ale mój chłopak nie chciał już do tego wracać... Ale za rękę się trzymamy zawsze :)
-
asiaya
2012/02/19 14:31:09
Lilithin, dla mnie to jest po prostu niewyobrażalne!!! Słyszałam o przypadkach, że żądają łapówki, ale żeby bić? Podejrzewam, że Twój chłopak doskonale zdaje sobie sprawę, że raczej byście nie mieli szans, żeby dochodzić własnych praw. Przede wszystkim dlatego, że nie jesteście małżeństwem. Dobrze, że Was nie zaciągnęli do jakiejś świątyni i nie zmusili do ślubu :))
-
2012/02/19 17:08:25
Z tego co sie od Ciebie dowiedzialam wnioskuje, ze scigaja w Delhi bardziej niz w mniejszych miastach, hmm.. Ja z mezem zawsze chodze za reke, w Karnal na ulicy mnie wrecz obejmuje, zeby bezpiecznie przeprowadzic wsrod tlumu czy pojazdow! Czesto gesto robilismy tak pod nosem policjantow, jeszcze nikt nam nawet uwagi nie zwrocil :) w parku w Kurukshetra czy Karnal tez zachowywalam sie bardzo po europejsku, tam nawet nie widzilam zadnych strozy porzadku. Ale zakochane pare, owszem :) na teren grobowca w Kuk. mozna wejsc za 5Rs, jest to spory teren zielony poza budynkami, przyjemny park, sporo ludzi tam sie kreci, par glownie :) ja bylam kilka razy, nikt nie chodzil po obiekcie i nie pilnowal :)
-
asiaya
2012/02/19 18:18:22
Lusin, może dlatego, że przeciętny policjant sięga Wam do ramion? :)) A tak na serio: nie życzę Wam sytuacji takich, jak u Lilithin np. Mam nadzieję, że ta granica tolerancji będzie się powoli przesuwać i za kilka lat pośmiejemy się, jak to kiedyś bywało :))
Wszystkie zdjęcia i teksty, o ile nie zaznaczono inaczej, są mojego autorstwa i do mnie należą prawa autorskie. Jeśli chcesz skorzystać - zapytaj.