O życiu z oddali, czyli z Delhi. Dzień po dniu zdrapuję lakier egzotyki z indyjskiej codzienności, aby pokryć ją patyną własnych doświadczeń. Czasami jednak muszę uciec stąd i o tym również piszę.
Blog > Komentarze do wpisu

Jest gorrrąco...

 W Warszawie właśnie skończył się Festiwal Filmowy ze złotym liściem kasztanowca w logo. Na polskich stronach www czytam o nowych kolekcjach szalików, czapek, o lekturach na długie jesienne wieczory. Tylko patrzeć, jak zaczną się kampanie różnych paracetamolów. Tym razem nie dla mnie polska złota jesień, tym razem to rzeczywistość wyłącznie wirtualna, bo jest... gorrrąco. Tzn. też się zaczęła jesień, więc jest "tylko" 30-34 stopnie C. Można przeżyć bez klimy, wystarczy wiatrak, a te są tu wszędzie: w mieszkaniach pod sufitami w KAŻDYM pomieszczeniu (w większych po dwa), na balkonach, w samochodach i najbardziej zatęchłej dziurze. Gdy przyjechaliśmy (to już prawie 2 miesiące temu!!!), była pora monsunowa, wyjątkowo długa w tym roku, bo trwała aż do początku października. Temperatury były podobne, ale wilgotność powietrza o wiele wyższa. Okulary zaparowywały mi po wyjściu z samochodu czy klimatyzowanego pomieszczenia. Nie padało "cały czas", ale zawyczaj raz na dzień spadała rzęsista ulewa, a ulice wzbierały potokami, utrudniającymi, już i bez tego bardzo chaotyczny, ruch. Wystarczało przejść dwa metry - od samochodu do drzwi, aby zmoknąć do suchej nitki. Tak jak w Polsce "zima zaskakuje drogowców", tak w Delhi, zdaje się, zaskakuje monsun. Mnie zaskoczyło, jak bardzo nieodporne na deszcze są budynki, do których wilgoć wdzierała się przez okna i przez dosłownie przemakające ściany. Akurat szukaliśmy mieszkania i wiele z nich miało zacieki lub po prostu grzyb. A były to nowe lokale, niektóre jeszcze w trakcie budowy, reklamowane jako super luksusowe. O adekwatnych do tego cenach. Na moje pytania, słyszałam odpowiedź: "Przecież mamy monsun!". "Z tego, co wiem, monsun macie co roku. Czy to znaczy, że oferuje mi pan mieszkanie, w którym co roku będę skazana na grzyba?"- nie ustępowałam.  Z drugiej strony... może to i lepiej, przynajmniej miałam okazję przetestować mieszkania w warunkach ekstremalnych :)

Delhi na południe od Connaught Place jest bardzo zielonym miastem  , a w porze deszczowej i zaraz po niej następuje bujny rozkwit roślinności. Niestety, oprócz flory, rozmanża się i fauna :), zwłaszcza różne owady i insekty, przez co zwiększa sie zagrożenie dengą, malarią i chikungunyą. Do tej pory odnotowano ponad 4 tys. przypadków dengi, w tym 7 śmiertelnych, a, nie oszukujmy się, wiele nie jest uwzględnianych w statystykach.

 Jednak monsun, oprócz problemów, przynosi też radość i orzeźwienie po miesiącach potwornej spiekoty (to na razie wiem tylko z opowiadań i lektury innych blogów, ale mi gorąco na samą myśl :)).

 

www.rrresham.files.wordpress.com

 

Ten chłopiec rzucał się na chodnik, jakby wskakiwał do basenu :)

Po monsunie już nie ma śladu, temperatury nadal wysokie i ostre słońce w ciągu dnia, ale wczesnym rankiem i wieczorem jest przyjemnie ciepło, zupełnie jak w lecie w Polsce. Z tą różnicą, że wieczór zapada tu bardzo wcześnie. Po 18.00 zaczyna się ściemniać, a o 19.00 panują egipskie ciemności. Siadamy na balkonie na dwóch plastikowych (pożyczonych) krzesłach, które, obok materaca, stanowią jedyne do tej pory umeblowanie naszego nowego mieszkania i obserwujemy życie ulicy. To lepsze niż telewizja...

Balkon sąsiadów z dołu. 

 

 

 

 

poniedziałek, 18 października 2010, asiaya

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: joa, *.net.upcbroadband.cz
2010/10/18 18:24:33
Wlasciwie Asiu, to w Pradze juz od srody ma padac snieg :)
-
2010/10/18 18:42:44
To jest dla mnie jaka kompletna abstrakcja :)
-
2010/10/18 20:07:52
Łączę się w klimatycznym bólu :) Ominęły mnie już dwie wiosny (truskawki! tulipany!konwalie!) i teraz jesień (ech...). U nas też mieszkania kompletnie nie chronią przed pogodą, w deszcz jest w domu mokro, w upał koszmarnie gorąco, i dniem i nocą. Trochę inaczej jest na północy Pakistanu, albo byłam tam w jakichś solidniejszych budynkach. Teraz u nas w domu jedna osoba leczy dengi, na szczęście już na etapie rekonwalescencji, ale mieliśmy bardzo dużo nerwów, gdy mu płytki krwi spadały i spadały a gorączka rosła.
I pozdrawiam bardzo, dobrze, że już masz internet :)
-
2010/10/18 21:57:00
Super wykresy; widac fachowa reke Analityka! :)
A ze to juz 2 miesiace, to szok! My za to jutro swietujemy 1. urodziny Ziuty, tez szok, ze to juz...
-
Gość: Agradabla, *.91-127-165.t-com.sk
2010/10/18 22:14:43
Nigdy nie chcialam jechac do Indii choc Boski po swoim pól roku spedzanym tam opowiadaL i opowiadal. Ale jak Cie czytam to zmieniamzdanie :) piszzz
-
2010/10/19 03:52:14
asiakusy: Obawiam się, że prawdziwy ból zacznie się w marcu :) Ostatnia zima w Polsce była bardzo ciężka i długa (choć pięknie zaśnieżona). W Pradze ciut lepiej, ale też już miałam dość pod koniec. Dlatego na razie się cieszę z tej zmiany i zapisuję ją po stronie plusów. Co do mieszkań, to jest osobny temat, walczę z nim caly czas :) Trzymam kciuki za małego, to nie przelewki. Był w szpitalu?
-
2010/10/19 07:12:07
Mirizak: Robię sobie wykresy i tabelki z sentymentu i żeby nie wyjść z wprawy hehehe. Nawet korzystam z takiego jakby prymitywnego Project Managera z Microsoft Works. Bądź co bądź, przeprowadzka to nie lada projekt :)
Mówisz, że Zuzia już ma rok??? No to 100 jeszcze takich życzymy!!!!!! I całusy dla starszego brata!
-
2010/10/19 07:30:48
Agradabla: Ja też nigdy przenigdy nie chciałam do Indii. Nawet turystycznie. Obawiałam się zetknięcia z nędzą, chaosem, brudem. Poza tym myślałam, że to kraj nawiedzonych guru, a ja do autorytetów religijnych mam stosunek bardzo sceptyczny. Słowem, nie przyjechałam tu na klęczkach i w zachwycie. Sama jestem ciekawa, co z tego wyniknie, na ile zmieni się moja perspektywa. Indie też są w fazie bardzo dynamicznych zmian, więc może dojdziemy do jakiegoś konsensusu :) Jak bedziesz chciała przyjechać, to wiesz, gdzie mnie znaleźć :) Jestem ciekawa wrażeń Boskiego.
-
2010/10/20 19:55:27
Boski pojechal do Indii chyba na 4 roku studiow pracowac w jakiejs NGO, ktora zajmowala sie tym, zeby ograniczyc prace dzieci. Szkoda, ze szefowa tej NGO zatrudniala dwojke dzieci, ktore sprzataly u niej w domu (tego nie uwazala za prace). Funkcja Boskiego bylo to, zeby byl ... bialy, bo to ma ponoc znaczenie prestizowe, ze w NGO pracuje ktos bialy. Mial tam siedziec kilka godzin dziennie a oni mu zapewnili spanie, reszte placil sam. Po kilku miesiacach (3?) postanowil, ze to nie ma sensu i zaczal wracac do Czech przez Parkistan itd itd... razem to wszystko trwalo z 6 miesiecy. Ja go poznalam chyba z 2 lata po tym jak wrocil i buzia mu sie nie zamykala. O hotelach za 8CZK, o rozwolnieniu trwajacym tygodnie, o Iranie itd itd.
Wszystkie zdjęcia i teksty, o ile nie zaznaczono inaczej, są mojego autorstwa i do mnie należą prawa autorskie. Jeśli chcesz skorzystać - zapytaj.